5 miesięcy w KIRGISTANIE!

Minęło już pięć miesięcy od kiedy przeprowadziłam się do Kirgistanu! Niestety również pięć, od kiedy przestałam pisać. Najpierw nie miałam internetu, później nie miałam czasu, a następnie chęci. W ostatnim czasie wszystko się zmieniło, Internet wrócił, czas również, więc i chęci się pojawiły!


Długo zastanawiałam się jak streścić pięć miesięcy, jak podsumować prawie pół roku życia w totalnie nowym kraju! Nigdy wcześniej nie byłam w Azji(oprócz Turcji), nie wiedziałam zatem czego się spodziewać po tym zupełnie nowym dla mnie kontynencie! A przyjechałam tu zamieszkać na sześć miesięcy. Dość łatwo wpasowuje się w nowe otoczenie, jednak tym razem w dość konserwatywnym Kirgistanie przyszło mi to ciężej niż podejrzewałam. Mimo wszystko, po tych pięciu miesiącach, Kirgistan stał się moim domem(już czwartym z kolei, po Polsce, USA i Wenezueli). Który pokochałam, wcale nie od pierwszego wejrzenia, ale bez pamięci!


Przyjechałam do Kirgistanu niezwykle podekscytowana. Pierwszy dzień w pracy, stawiłam się z powitalnym okrzykiem, że przyjechałam. A tam uśmiech i szybkie -Witamy, ale powinnaś być teraz w innym biurze.- Momentalnie zostałam sprowadzona na ziemię. Chyba oczekiwałam tego co w Wenezueli, że każdy będzie mnie przytulał, całował i mówił jaka jestem super. Gorzkie rozczarowanie, w Kirgistanie nikt okazywać mi czułości nie będzie. Owszem wzbudzam spore zainteresowanie, od kiedy się odezwę, moim dość jeszcze kiepskim rosyjskim. Na pierwsze wrażenie wyglądam jak Rosjanka, tak przynajmniej wszyscy mówią, a Rosjanie to ponad 6% społeczeństwa, zlokalizowani głównie w okolicach Biszkeku.

Kiedy przeprowadziłam się do Kirgistanu była zima, temperatury spadały ponad piętnaście stopni poniżej zera. Biszkek, największe miasto Kirgistanu, jak i stolica, wyglądał dla mnie jak zatrzymany w czasie. Ludzie na około rozmawiający po rosyjsku, wszystko zapisane cyrylicą, której za nic nie mogłam rozczytać. Architektura typowo socjalistyczna. Takie wrażenie sprawiała tylko stolica, dopiero później przekonałam się jak wiele ma do zaoferowania ten górzysty kraj.

Za co kocham Kirgistan


Krajobrazy

Przede wszystkim góry! Wiecie, że góry stanowią aż 93% powierzchni kraju?! Czasem zdarza mi się wstać lewą nogą, mieć zły humor, który jeszcze bardziej pogarsza się, kiedy myślę o jeździe zatłoczoną i rozklekotaną marszrutką. I wtedy wychodzę z domu, a przede mną rozpościera się widok wysokich na ponad 7 tysięcy m n.p.m. gór Tienszan! Zły humor odchodzi w niepamięć. Żyję na dachu świata, otoczona ośnieżonymi szczytami, nawet, gdy temperatura w mieście przekracza 40 stopni. Codziennie czuję się jakbym była w niebie!

Kuchnia

Jedzenie w Kirgistanie jest przepyszne, tłuste, syczące i pełne mięsa!
Na moje pierwsze śniadanie w Kirgistanie zjadłam... konia! Nigdy nie byłam w kraju, gdzie spożywa się tyle mięsa co w Kirgistanie! Oni sami żartują, że najwięcej mięsa na świecie jedzą wilki, a zaraz po nich są Kirgizi. Nie wyobrażam sobie biednych wegetarian w tym kraju! I im współczuje, bo tak pysznego mięsa nigdy wcześniej w życiu nie próbowałam.
Ponadto konie są najlepszymi kompanami Kirgizów, tego nomadycznego w przeszłości narodu. Nie przeszkadza im to jednak w ich konsumpcji.
Większość dań składa się z właśnie mięsa, baraniny lub drobiu. Wieprzowiny się nie spożywa z oczywistych, religijnych względów. Ryż, ziemniaki, kasza, a także chleb, który jest dodatkiem do każdego posiłku. Kuchnia jest dość skromna, nie każdemu przypada do gustu. Nazwa narodowej potrawy beshbarmak, oznacza w języku kirgiskim pięć palców i odnosi się do przeszłości, gdy ludzie jedli ją po prostu palcami. Pije się tu hektolitry herbaty, niezależnie od pogody, nawet w 40 stopniowe upały. Jest bardzo słaba i podawana w małych miseczkach. Przysmakiem, jednak w żadnym wypadku dla mnie, jest kumys, czyli fermentowane mleko klaczy.

Ludzie

Będę szczera. Czasem ich kocham, a czasem nienawidzę. Zacznę od negatywów. Wszystko kręci się wokół pieniądza, co nie jest zaskoczeniem w żadnej części świata, ale tu jest szczególnie widoczne. Kirgizi próbują wyciągnąć ze wszystkich, czy to turystów, czy lokalnych, jak najwięcej tylko się da. Taksówkarze oszukują na każdym kroku, na bazarze ceny rosną dziesięciokrotnie, gdy tylko się odezwę. Często próbuję podróżować autostopem, ale zniechęcona nachalnymi pytaniami, ile zapłacę lub co zrobię w zamian, rezygnuję. A jak już wsiądę to zaczyna się ankietowanie ile zarabiam, skąd mam pieniądze na podróże, ile zarabiają moi rodzice, czy mam jakiegoś sponsora. Pytania kręcą się głownie wokół pieniądza, ale również życia osobistego, czy mam męża, dzieci, jeśli nie to czemu, kiedy planuje i tak dalej. Po pięciu miesiącach życia w Kirgistanie nie czuję się już turystką, porozumiewam się po rosyjsku, nawet trochę po kirgisku, pracuję, zarabiam średnią krajową, mam mnóstwo lokalnych znajomych, kupuję na bazarach, jeżdżę marszrutkami, żyję tak jak przeciętna kirgiska, lecz wciąż jestem traktowana jak bogata Amerykana, z której każdy próbuje zedrzeć jak najwięcej kasy.
Spotkałam na swojej drodze również mnóstwo niesamowitych Kirgizów, którzy pokazali mi to co najlepsze w ich narodzie i pozostaną moimi przyjaciółmi na całe życie! To co muszę przyznać, Kirgizi są pracowici. Kiedy narzekałam na dziewięciogodzinną pracę to usłyszałam tylko, że - wszyscy tak pracują. I zaczyna się to co mam dobrego do powiedzenia! Chętnie pomogą, choć niewiele mają, to dadzą co tylko mogą. Doceniają to, że mówię po rosyjsku i bardzo to chwalą, cieszą się również, że próbuję mówić po kirgisku. Ciekawy fakt, sporo ludzi w Biszkeku, głównie Rosjanie, lecz czasem nawet Kirgizi nie mówią po kirgisku, tylko po rosyjsku. Tym bardziej moje starania, żeby nauczyć się ich narodowego języka są doceniane.
Co szczególnie poruszyło mnie w tym narodzie to wdzięczność. Moi uczniowie po każdych zajęciach dziękują, obsypują mnie prezentami i wciąż komplementują. Na prawdę doceniają to, że przyjechałam do ich kraju, tak bardzo go pokochałam i stał się on moim domem.


Przede mną ostatni miesiąc w Kirgistanie, który spędzam nad jeziorem Issyk Kul, największym jeziorze w kraju, a także drugim co do wielkości jeziorze górskim na świecie. Przejrzysta woda, piaszczyste plaże, dwie godziny pracy w ciągu dnia, mnóstwo czasu wolnego, góry otaczające jezioro z każdej strony. Kocham Kirgistan. Po prostu.

Comments