Powrót do Polski

Jestem w Polsce! Po ponad półtora roku w podróży w końcu wylądowałam w Warszawie! Ze łzami w oczach rzuciłam się rodzicom w ramiona i poczułam, że mam po co wracać!


Były ciężkie momenty w podróży, nie zaprzeczę. Czasem ryczałam w poduszkę i myślałam, że na co mi te podróże, czy nie mogę już usiąść spokojnie na tyłku. Zamiast pomyśleć o powrocie to zazwyczaj, żeby przeszedł mi dołek włączałam mapę świata i myślałam o tym, gdzie byłoby mi lepiej. Prawda wszystkim dobrze znana, że zawsze nam lepiej, tam gdzie nas nie ma.

Wracałam do Polski drogą okrężną, bo zamiast lotu bezpośredniego wybrałam się najpierw w podróż po Wenezueli(taaak, jak zwykle sama) -  Margarita, Canaima, Salto Angel, Caracas, kolejno na Curacao, później nie planując tego na Arubę i na Dominikanę. W każdym z tych miejsc odpowiednio parę dni, które wkrótce opiszę, obiecuję! A jest co opisywać! Po tym długim objeździe w końcu doleciałam do Polski. 24 grudnia około drugiej po południu, akurat, żeby wykąpać się, przebrać i zasiąść do stołu Wigilijnego. Powinnam dodać i w końcu się najeść. W zeszłym roku na Wigilii miałam swoje miejsce przy stole, które widziałam z ekranu laptopa, a w tym mogłam przy nim usiąść. Dla tych wspólnych chwil z rodziną mogłabym poświęcić nawet te moje podróże... chwila zastanowienia, jednak nie;p Mimo wszystko dużo bym poświęciła, na prawdę!
Odespałam jet lag i pojechałam w góry. Przynajmniej wciąż nie opuściłam Polski. Kocham Zakopane i Polskie góry zimą, zresztą latem również. Pojadłam pierogów, tatara, barszczu, gulaszu, rosołku, schabowego z ziemniaczkami. Na popicie wódka i czułam, że jestem w Polsce! Jedzenie smakowało jak nigdy wcześniej, rozpływało się w ustach. Pogoda też nawet mi się podobała, dawno mi nie pizgało. Tak na prawdę było tak jak wcześniej, tylko ja w końcu potrafiłam to docenić. Jedno mi tylko dokuczało, za dużo wolnego czasu! Sylwester się zbliżał, a ja nie mogłam już usiedzieć. Wzięłam samochód i pojechałam do Budapesztu. I tak nieźle, że w Warszawie wytrzymałam półtorej dnia, a w Zakopanem trzy. Objechałam Węgry, Słowację, Austrię, Czechy i wróciłam. Nie planowałam tego, ale powrót do Polski, do rzeczywistości był tak nierzeczywisty, że znów uciekłam. Bo podróż to też taka forma ucieczki od codzienności. Ja wciąż uciekam i się do tego przyznaję. Bo rutyna mnie demotywuje, sprawia, że nie mam chęci do działania. Ja żyję w trochę innej codzienności, zapominam jaki jest dzień tygodnia, wszystko mam w jednej walizce, nie mam stałej pracy, dochodów, podatków. Nie znaczy, że nie mam problemów. Moim problemem bywa, że nie stać mnie na jakiś bilet, jak zachoruję to najpierw muszę się dowiedzieć czy to w ogóle obejmuje moje ubezpieczenie, spanie w okropnych warunkach czy brak prysznica. Jaką codzienność wolisz TY?


Tydzień temu wróciłam z mojego krótkiego eurotripa i tak gniję w łóżku. Wkrótce znów się przeprowadzam do innego kraju, ale w międzyczasie mam tak zwany  czas dla siebie, czyli jak dla mnie flaki z olejem. A flaków nie lubię w żadnej postaci, ani talerzu, ani w moim życiu. Taki chyba już mój styl życia, ciągle w drodze. W Polsce pogoda mi obrzydła, tylko bym pod kołdrą leżała, a odpoczywać nie lubię. Mieć dużo czasu wolnego też nie. Tylko na jedzenie nie narzekam, bo co jak co, ale apetyt mam zawsze wielki. A największy to na życie!;)))

Comments

  1. Co jak co, ale Polska kuchnia nie ma sobie równych a mamine pierogi śnią się po nocach, kiedy jest się daleko od domu :) Gdzie wybierasz się tym razem?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie, tęskniłam strasznie za Polskim jedzeniem! A tym razem gdzie się wybieram zdradzę wkrótce;)

      Delete

Post a Comment