Gdzie jest moja walizka?!

Przy ilości lotów, które odbyłam w życiu naprawdę byłam zszokowana, że jeszcze nigdy, żadne linie lotnicze nie zgubiły mojej walizki. Ja to jednak jestem szczęściara! Przynajmniej tak myślałam, ale wszystko do czasu... Wracając już z tych wszystkich moich podróży i na mnie musiało trafić!


Miałam opuścić Wenezuelę, ale, żeby nie wpaść w totalną rzeczywistość(i depresję z tym związaną) i wrócić od razu do Polski, postanowiłam wydłużyć sobie wakacje. Linie lotnicze miały dla mnie jednak inny plan i te wakacje chciały mi koniecznie skrócić. 


Bilet z Wenezueli na Dominikanę już od dawna miałam kupiony. Z przesiadką na Curacao, bo jak zwykle kupuje to co najtańsze. W Santo Domingo miałam mieć tylko parę dni, ale jak zwykle, planowałam wykorzystać czas jak najaktywniej. Któregoś dnia włócząc się po ulicach Caracas przyszedł mi email, otworzyłam, a tam wiadomość, że mój lot Caracas-Curacao jest opóźniony i przez to nie zdążę na kolejny lot Curacao-Dominikana. Taka ot wiadomość, żadnego rozwiązania, tylko poinformowanie mnie. Dziękuję, ale przepraszam, co teraz mam zrobić?! Zapomniałam dodać, że już prosto z Dominikany miałam w końcu wrócić do Polski, więc tak trochę bardzo mi zależało, żeby na tej Dominikanie się znaleźć. To dobra, próbowałam używać moich ostatnich danych komórkowych, żeby skontaktować się z InselAir(tak nazywają się te nieszczęsne linie, zaraz wytłumaczę dokładniej, czemu NIGDY nie powinniście nimi latać). Pisanie maili nic nie dawało, a zadzwonić nie mogłam. Nie wszyscy pewnie się orientują, ale w Wenezueli nie można wykonywać połączeń międzynarodowych. Ze spuszczoną głową powierzyłam mojemu tacie poszukanie rozwiązań. Były dwa - zwrot kosztów(co wiązałoby się z kolejnymi problemami, bo lot kupowałam przez moje konto amerykańskie, które później zlikwidowałam) lub zmiana lotu. Oczy mi się zaczęły świecić, że tak fajnie, coś nieoczekiwanego się stanie! Pierwszy lot zostawiłam tak jak miało być, na Curacao, ale drugi wybrałam dopiero na kolejny dzień, tak, żebym spędziła cały dzień i noc na Curacao, a dopiero z rana bym leciała na Dominikanę. Nie było tak łatwo i przyjemnie, bo nie ma bezpośrednich lotów na tej trasie, tylko z przesiadką na Arubie. To oczy znów jak pięć złoty, że jeszcze może i Arubę by szybko zaliczyć. Dobrze, że moi rodzice nie są tak porywczy jak ja i starają się gasić czasem ten mój zapał. Loty miałam już ogarnięte, nic nie musiałam dodatkowo płacić, tylko musiałam znaleźć hosta na couchsurfingu na Curacao i gotowe. Tak w każdym razie myślałam.


Ostatni dzień w Wenezueli, musiałam wykorzystać najlepiej jak się dało i stwierdziłam, że fajnie by było jednak coś przywieźć po tych moich podróżach dla rodzinki. Staram się nigdy nie chodzić na zakupy, od dwóch lat nie kupowałam praktycznie żadnych rzeczy ani ubrań. Co mam jest wystarczające, nie potrzebuje po prostu mieć czegoś, dla samego faktu posiadania. Poza tym, co ja jeszcze bym upchnęła do mojej walizki, gdzie trzymam wszystko co mam. Na parę drobiazgów dla najbliższych jednak się zdecydowałam. Następnego dnia miałam lot. W Wenezueli na loty międzynarodowe trzeba stawić się cztery(!) godziny wcześniej. Przyjechałam faktycznie o czasie, myślałam sobie - Oho, będę pierwsza - Nic bardziej mylnego, byłam ostatnia w kolejce. A w kolejce od godziny zastój, bo system się popsuł i każdego ręcznie trzeba było odprawiać. To sobie przyjechałam wcześniej, akurat, żeby czekać trzy godziny. Wrzuciłam mój bagaż do odprawy, po kryjomu próbowałam odprawić jeszcze drugą walizkę, tak na cebulaka, żeby nie płacić. -Hola hola, ale za ten dodatkowy bagaż to musi Pani dopłacić!- Karci mnie facet z obsługi - Przepraszam bardzo, ale mój lot się spóźnił tak, że przegapiłam kolejny, od trzech godzin stoję w kolejce, a lot jest opóźniony o dziesięć godzin, musiałam płacić za hotel na Curacao(kłamstwo), kupować kolejny lot(kłamstwo) i nie starczy mi pieniędzy, żeby zapłacić za dodatkowy bagaż(to akurat prawda)! - Wkurzyli mnie na tym lotnisku, więc uznałam, że należy mi się jakaś rekompensata. - Dobra, weź ten bagaż(prawie 20 kg) jako Twoją torbę podręczną. Tylko potrzebuję jeszcze Twój numer telefonu. - Perspektywa wciągania do samolotu trzech toreb podręcznych, w sumie ważących około 40 kilo średnio mi się uśmiechała, ale na pewno bardziej niż płacenie. Odprawiłam się i usiadłam. Po dziesięciu godzinach i poznaniu przynajmniej trzydziestu osób z którymi dzieliliśmy się historiami swojego życia, w końcu udało mi się wejść na pokład! Udało mi się nawet dolecieć na Curacao! Miałam niewiele czasu, ale wykorzystałam go najbardziej jak się dało, spałam dwie godziny i prawie się spóźniłam z rana na kolejny samolot. (Za parę dni opiszę Curacao, bo naprawdę jest co!)


Wstałam na lekkim kacu, zupełnie już się nie przejmując tymi lotami, bo cóż gorszego mogło się wydarzyć? Okazało się, że sporo! Na lotnisko biegłam, wepchnęłam się do kolejki, bo do odlotu zostało 30 minut. Ciemnoskóra Pani zza lady popatrzyła na mnie z politowaniem, kiedy próbowałam ją przekonać, że wczoraj już płaciłam za dodatkowy bagaż - Proszę się udać zapłacić za bagaż. - Nie było z nią rozmowy. - Ahh może, gdybym z mężczyzną zagadała. I jacy wszyscy są rygorystyczni poza Wenezuelą - Szeptałam sobie pod nosem. Miarka się przebrała jak próbowałam dostać się na odloty, a tam dostaję informacje, że muszę zapłacić 40 dolarów jakiegoś podatku. - No nie, tego już za dużo, mam lot za 20 minut, mokre włosy, musiałam zapłacić za walizkę 40 dolców, a teraz kolejny hajs ze mnie chcą zdzierać - Zaczęło się we mnie gotować, zrobiłam awanturę i nie chcą już słyszeć tych moich narzekań, puścili mnie. Jeszcze po drodze kontrola celna, musiałam ściągać wszystkie dodatki, wyjmować laptopa, ściągać buty. Tak więc za chwilę biegłam przez lotnisko bez butów, ze spadającymi spodniami bez paska, a ja dobiegłam do bramek to się dowiedziałam, że samolot jest opóźniony. -Kurwa, przecież jestem na Karaibach, jak ja mogę się tak denerwować?! - Dobrze, że faktycznie byłam na Karaibach i nikt moich polskich przekleństw nie rozumiał. Podeszłam zapytać o ile opóźniony jest lot, a oni mi mówią, że przecież ja nie lecę na Dominikanę, bo jestem odprawiona tylko na Arubę. 8:00 rano, a ja po tych wszystkich perypetiach nie miałam siły na kolejne wykłócanie się. W tej sytuacji mogło już pomóc tylko wino. Dostałam zaproszenie(w formie całej butelki) do picia od pewnych przemiłych chłopaków z Aruby. Już miałam załatwiony nocleg, jedzenie i przewodników po Arubie, ale z opresji(czy jednak z dobrego położenia?) postanowili uratować mnie pracownicy lotniska i chwilę przed odlotem odprawili mnie na Dominikanę. Podobno mój bagaż również. 


Po 20 minutach doleciałam na Arubę niestety nie mogąc nacieszyć się ciepłym powietrzem i miłymi widokami, musiałam biegłam z jednego samolotu do kolejnego. Jak już wsiadłam do niego, puściłam reggaeton w słuchawkach to nareszcie się zrelaksowałam i pomyślałam o moich ostatnich dniach w Ameryce Łacińskiej, że na pewno będą cudowne.
Doleciałam na Dominikanę! Nie mogłam w to uwierzyć, przebierałam nogami ze szczęścia, trochę też ze stresu, bo mój host czekał od trzech godzin na lotnisku(przynajmniej miałam nadzieję, że czekał), a ja z Wenezuelskim numerem, który nie działa poza krajem, nie mogłam dać mu znać, że mam opóźnienie. Samo wyjście przez kontrolę służby celnej zajęło mi ponad godzinę, ale udało mi się, wyszłam odebrać bagaż! Rozglądam się, a tego bagażu NIE MA. W odpowiedzi na moje zgłoszenie zagubienia bagażu usłyszałam, że mam piękne oczy i numer telefonu, który spisali miał służyć tylko nękaniem mnie wiadomościami, które z moim bagażem nie miały nic wspólnego. Wyszłam z lotniska zdenerwowana i zrezygnowana, a do mnie podbiega przystojny Dominikańczyk, chwyta moje rzeczy, całuje w policzek i oznajmia - Dziewczynooo, ile ja się na Ciebie naczekałem! Jedziemy na plaże!


W Dominikanie się zakochałam, mieszkałam parę dni w barrio, włóczyłam się między kolonialnymi ulicami Santo Domingo, jadłam świeżo złowione ryby na plaży, piłam tyle co nigdy wcześniej w życiu, a tańczyłam jeszcze więcej i nie mogłam wymarzyć sobie lepszego pożegnania z Ameryką Łacińską! Po co te wszystkie nerwy, co mi tam, że zgubili mi walizkę, ja właśnie wracałam do domu, kończąc przygodę mojego życia!

Wczoraj, po miesiącu i pięciu dniach od kiedy walizkę zgubiłam dostaję telefon - Znalazłem Pani walizkę! Jutro wyślę ją z Curacao przez Amsterdam do Warszawy. - To dopiero nieoczekiwana wiadomość, ale pojechałam na Lotnisko Chopina, żeby ją odebrać - Przykro mi, ale Pani walizka w drodze do Warszawy się zgubiła. - SERIO? Myślałam o tych wszystkich fajnych drobiazgach, które przywiozłam dla rodzinki. Naprawdę chciałam wszystkich nimi obdarować. Odjeżdżając z lotniska z pustymi rękoma miałam wrażenie, że wkrótce na nie wrócę. Dziś z rana kolejny telefon - Nie uwierzy Pani, ale NA PRAWDĘ mamy już Pani walizkę w Warszawie! - Jutro wracam na lotnisko odebrać walizkę i kupić bilet, bo znów się przeprowadzam;)

Comments

  1. Dokąd się teraz przeprowadzasz?! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zdradzę za parę dni, jak będę mieć już wszystko pewne!

      Delete
  2. No to dobrze,że masz nowy pomysł-no bo jak to tak?Koniec przygód?Twoje posty zawsze mnie rozbawiały,więc szybko przenieś się w nowe miejsce i zdawaj relacje!Fajnie,że spodobała Ci się Dominikana-kiedy tylko mogę spędzam tam z rodziną czas.Ciekawi mnie tylko,czemu przyjeżdża tam tyle osób z Wenezueli,skoro tam również są piękne plaże?Ostatnio poznałam pewną rodzinę,która -nie wiem czy dobrze zrozumiałam-mówiła,że nie mają dostępu do plaż?Czy po prostu nie ma tam tak rozbudowanych resortów hotelowych?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Już za dwa tygodnie będę zdawać kolejne relacje!;) Mają w Wenezueli piękne plaże nad Morzem Karaibskim, zresztą stosunkowo niedrogie w porównaniu z Dominikaną

      Delete

Post a Comment