Podróżowanie jest niebezpieczne

W mediach mówią o tym jak wszędzie jest niebezpiecznie, a podróżnicy zaprzeczają, mówiąc, że nigdy nic się im nie stało. Ja, po napadzie z bronią w ręku i moja siostra, po dwóch(w ciągu miesiąca), przedstawimy Wam trochę historii z naszych podróży, gdy wcale bezpiecznie się nie czułyśmy.


Kocham podróżować, wciąż będę to robić, ale muszę Wam to trochę odczarować, nie zawsze jest tak kolorowo i bezpiecznie jak się wydaje. Ryzykujemy każdego dnia wsiadając do samochodu, wypadek może zdarzyć się w każdej części świata. Napad z bronią w ręku jest jednak bardziej prawdopodobny w niektórych częściach świata. Problemy, które spotykają nas w rodzinnym mieście. czy w naszym kraju są łatwiejsze do ogarnięcia, niż, gdy zostajemy na ulicy w obcym kraju z niczym, bez dokumentów, telefonu i pieniędzy. Wypadek za granicą może nas kosztować fortunę, a opieka medyczna pozostawiać wiele do życzenia. Dla rodziny brak kontaktu może być niemałym stresem, a połączenie się z Internetem graniczyć z cudem.

Do tej pory byłam w 33 krajach i każda z tych podróży była cudowna, jednakże spotkało mnie też parę nieprzyjemnych sytuacji, gdy moje bezpieczeństwo było zagrożone.

Numer 1. Napad z bronią w ręku w mojej pracy w Wenezueli

Wydarzenie, które już dokładnie opisywałam tutaj(klik), jednak pozostawiło piętno na moim stylu podróżowania. Rabunek miał miejsce w mojej pracy, w biały dzień. Wcześniej nawet bym nie pomyślała o tym, że gdzieś może być niebezpiecznie. Teraz przejmuję się, patrzę na ludzi podejrzliwie, dużo się rozglądam, nie wyciągam telefonu, nie chodzę po ulicach sama w nocy, nie biorę ze sobą wartościowych rzeczy, nie ufam każdej napotkanej osobie. Brzmię jak paranoiczka, ale może mi przejdzie jak wylecę z Wenezueli. Dopiero teraz otworzyłam oczy i wiem, że nie każdy ma dobre zamiary. W krajach o wysokim odsetku zbrodni trzeba mieć oczy dookoła głowy, niezależnie od miejsca i pory dnia.

Numer 2. Włamanie do mojej pracy przez luk wentylacyjny


Okradli nas w pracy w biały dzień, a miesiąc później, w nocy, kolejni złodzieje rozerwali luk wentylacyjny, czołgali się w rurach, a na koniec próbowali wskoczyć do Instytutu, jednak dziura była zbyt mała, żeby się zmieścili. W głowie miałam schemat, że skoro już ktoś popełnił tam zbrodnie, to kolejnej nie będzie. Uśpiona czujność. Któregoś dnia zauważyliśmy, że luk wentylacyjny jest otwarty, ale nikt nie zwrócił szczególnej uwagi, pomyśleliśmy, że znów klimatyzacja się zepsuła. Po dwóch godzinach nie mogliśmy wytrzymać z gorąca i wyszliśmy na taras, a tam zastały nas otwarte rury. Złodzieje najpierw musieli skakać po budynku, żeby dostać się na taras. Złodzieje prześcigają się w pomysłach, a kreatywnością górują nas większością z nas. Nigdy nie wiadomo, gdzie taki złodziej się pojawi, może przejdzie przez drzwi, a może wyskoczy z klimatyzacji. Istny prison break.

Numer 3. Wypadek na skuterze w Brazylii

Wypożyczyłyśmy z siostrą skuter w Kolumbii i przekroczyłyśmy nim granicę z Brazylią. Na nasze nieszczęście przewróciłyśmy się, zdzierając sobie skórę z całych nóg, powodując zakażenia i oczywiście porysowałyśmy skuter(klik). Wyobrażałam sobie kary za skuter i to wypożyczony w jednym kraju, a uszkodzonego w innym. Tego całe szczęście udało nam się ich uniknąć, jednak zakażonych ran niestety nie. W tym momencie przejdę prosto do...

Numer 4. Leczenie medyczne w Amazonii

Gdy lekarz, pasujący bardziej na szamana, gazą zamoczoną w alkoholu próbuje zdrapać krew zmieszaną z ropą, to mam odruch wymiotny. Wszystko w otoczeniu komarów wprost z wilgotnej, amazońskiej dżungli. które, miałam wrażenie, zaraz mogą zarazić jakimiś wirusami. Będąc z dala od cywilizacji, bez żadnych technologii, otoczone tylko lokalnymi ludźmi musiałyśmy im zaufać. Antybiotyk, z polecenia naszego couchsurfera, kupiony bez recepty. Maść o dziwnej nazwie. Puchnąca noga. Krótkie rozważania nad amputacją. Dobrze, że wszystko odbyło się w tych spartańskich warunkach, bo jakby nas w Stanach naliczyli to do końca życia byśmy się nie spłaciły.

Numer 5. Brak kontaktu z kimkolwiek w Kolumbii

Moja siostra wyleciała, a ja po paru samotnie spędzonych dniach w Cartagenie(Kolumbia) wybrałam się do światowej stolicy narkotyków, Medellin. Z lotniska do centrum jechałam taksówką około godziny, nie znając żadnego adresu. Poprosiłam tylko, żeby kierowca zawiózł mnie w jakieś fajne, imprezowe miejsce. Trochę przeszłam się po mieście, poznałam paru ludzi, umówiłam się na wieczór. Szykując się do wyjścia, jak zwykle puszczałam reggaeton i telefon wypadł mi z ręki, zupełnie się rozwalając. Cały ekran, przycisk główny, nic nie działało, a ja w sobotnią noc zostałam w Kolumbii zupełnie sama, bez żadnego kontaktu ze światem. Nikt nie mówił po angielsku, wszystkie miejsca, gdzie mogłabym użyć Internetu czy naprawić telefon zamknięte. Nawet nie pamiętałam o której godzinie kolejnego dnia miałam lot powrotny do San Francisco. W końcu godzinę przed odlotem udało mi się naprawić telefon za jakąś ogromną kwotę. Wyleciałam z Kolumbii bogatsza o nowe doświadczenia, za to uboższa o miesięczną wypłatę i telefon, który tak był naprawiony. że zaraz się znów rozleciał.

Numer 6. Ktoś mnie śledzi!

Historia jak z taniego horroru. Jechałam od 3 dni wzdłuż Stanów, po 15 godzin dziennie, żeby coś zobaczyć, znów jechać cały dzień, spać w samochodzie i z rana dojechać na miejsce. Drogi, które nie są zbyt obfite w stacje benzynowe, ani inne pojazdy. Gdzieś między granicą Arizony z Utah, że tak kolokwialnie się wyrażę, na kompletnym zadupiu, musiałam zatankować. Godzina 3:00 w nocy, niezbyt dużo stacji jest otwartych w takich miejscach, ale lepiej spróbować, niż utknąć pośrodku niczego bez paliwa. Podjechałam i jakiś inny numer paliwa mi się pokazał, ale i tak wlałam. Stacja była zamknięta, ale całe szczęście w USA można płacić kartą na dystrybutorze. Jeszcze tylko z dziewczynami chciałyśmy skoczyć w krzaczki na siku, ale podjechał inny samochód, który wywoływał dziwne wrażenie. Kierowca miał zakrytą twarz, a pasażer podszedł nalać paliwo i patrząc w naszą stronę dziwnie się śmiać. Natychmiast wsiadłyśmy do samochodu, na początek nie chciał zapalić, co wywołało w nas panikę. Jechaliśmy, jechaliśmy, tamte osoby wydawało się, zostały w tyle, a my wciąż potrzebowaliśmy iść do toalety. Kolejna zamknięta stacja przed nami, tym razem po drugiej stronie drogi, zajeżdżamy, wysiadamy z samochodu, a ten sam jeep wjeżdża na stacje, mimo, że wcześniej jechał w przeciwnym kierunku. Jak już ruszyliśmy, to przez kolejne trzy godziny się nie zatrzymaliśmy, Ten samochód nas śledził przez kolejne kilkadziesiąt kilometrów, aż w końcu udało nam się go zgubić. Siku zrobiłam kolejnego dnia o 9:00 rano.

Numer 7. Kupię Waszą córkę za 200 wielbłądów

Zaczepiający faceci to zmora każdej turystki. Wystarczy niebrzydka buzia, jasna karnacja i niebieskie oczy. Wpasowuje się w ten opis, także potencjalnych zakochanych jest co nie miara. Często słyszę niewybredne komentarze, oczywiście nie zwracam na nie uwagi, póki nie są zbyt intensywne. W Maroko, Tunezji, Turcji czy Egipcie było to niezwykle nasilone. Proponowanie małżeństwa, to nic w porównaniu z ofertami kupna mnie za 200 wielbłądów. Najlepiej to wszystko ignorować, bo kiedy z moimi przyjaciółkami zgodziłyśmy się na zaproszenie właścicieli naszego hotelu, żeby wyjść na imprezę nie skończyło się tak jak myślałyśmy. Specjalna VIP loża, nieskończone ilości alkoholu, prywatna ochrona. My chciałyśmy bawić się ze wszystkimi, poszłyśmy tańczyć na inne piętro, a za chwilę ochroniarze, agresywnie ściskając nasze ramiona, zaprowadzili nas z powrotem do loży. Nie ma nic za darmo.

Numer 8, 9, 10, 11 i 12. Obrabowali mi siostrę(pięć razy)!

8, 9 ,10 kieszonkowcy z Hiszpanii. Trzy razy w ten sam sposób, zabierając, bądź wyjmując rzeczy z torebki, straciła dokumenty, telefon, klucze. 11 i 12 to niestety napad z bronią w ręku na ulicy w Sao Paulo(Brazylia), gdzie obecnie mieszka. W ciągu miesiąca dwa razy ktoś wycelował w nią pistolet i kazał oddać wszystko co ma.


Z moich znajomych z Polski mało kto spotkał się z takimi sytuacjami, za to w Wenezueli nie mam znajomego, który nigdy by nie doświadczył rabunku. Samochody na światłach sygnalizacyjnych, telefony na ulicach czy cały dobytek w domu. Ludzi łapie tu znieczulica, temat kradzieży komentują krótkim ahhh znów. Wkrótce opiszę jak ustrzec się przed wypadkiem i jak zminimalizować ryzyko, a jeśli już się zdarzy to co robić(choć nie wiem czy powinnam pisać ten post, bo jak widać, nieszczęścia się mnie trzymają). Pocieszam się myślą, że zawsze mogłoby być gorzej. Są miejsca bardziej niebezpieczne, na przykład te, gdzie obecnie ja i moja siostra mieszkamy, ale podróżowanie samo w sobie NIE jest niebezpieczne. Najgorsze zagrożenie jest takie, że już nigdy nie będziesz chciał przestać! Tutaj pisałam co się z Tobą stanie, jeśli ruszysz w podróż(klik). Koniec końców, wciąż jestem cała, nigdy żadnej kończyny nie złamałam, ale za to mam mnóstwo historii do opowiadania!

To co, ryzykujesz i ruszasz w podróż?;)

Comments

  1. Mam nadzieję, że do 12 razy sztuka i już Wam się coś takiego nie przydarzy :)

    ReplyDelete

Post a Comment