Ja już Was nauczę, czyli jak to jest być nauczycielem w Wenezueli

Owoce, laurki, ciasteczka, przekąski, baloniki, uściski, buziaki. Nie opowiadam o prezentach na urodziny, ale o tych, które dostaję każdego dnia w pracy! Mam na imię Agnieszka i pracuję jako nauczyciel angielskiego w Wenezueli.


Powiem krótko, skończenie pedagogiki specjalnej było najlepszym wyborem mojego życia! Mogłam dzięki temu połączyć moje dwie największe pasje - nauczanie i podróżowanie. Nauczyciele są potrzebni na całym świecie! Nie mówię, że pracę można dostać tak łatwo, ale na pewno z jej poszukiwaniem jest łatwiej(tu pisałam o tym jak ja dostałam pracę w Wenezueli), niż powiedzmy będąc adwokatem. Jako, że mam wykształcenie pedagogiczne, mogę znaleźć pracę w większości placówek edukacyjnych, szkołach podstawowych, średnich, żłobkach, przedszkolach, instytutach językowych, itd. A pedagogika specjalna jest traktowana jako dodatkowy atut, bo oznacza, że mogę okiełznać dzieciaki z ADHD, robić układy z osobami z Zespołem Aspergera, a Zespół Downa nie jest mi straszny. Innymi słowy, jak jest jakiś trudny przypadek to wysyłają go do mnie.
Prace plastyczne moich uczniów, żeby tak jeszcze każdy facet miał kaloryfer

Czy jest jednak tak łatwo jak się wydaje? Nie! Pracuję na pełen etat, sześć dni w tygodniu i spędzam jeszcze godziny w domu na przygotowywanie lekcji. Czy jestem tym zmęczona? Czasami! Ale kocham to co robię!

To jak to w końcu jest uczyć Wenezuelczyków angielskiego?


Cudownie! Bez narzekania, praca marzeń. Wenezuelczycy są najmilszym narodem świata! Z tych co do tej pory poznałam, a byłam w 33 krajach, także coś już mogę powiedzieć. Nie narzekają, nigdy! Mimo tej całej sytuacji w Wenezueli(pamiętacie, pisałam o tym tu, tu i tu). Są wdzięczni, ale też zawsze żartują. Ze wszystkiego. -Aga, wolałbym mieć zajęcia z innym nauczycielem, nie podobają mi się Twoje metody.- W pewnym momencie rzuca mój student. Trochę ze smutkiem odpowiadam -Nie ma problemu, za chwilę porozmawiam z sekretarką, czy mógłbyś się przenie...- Nie kończę słowa i słyszę śmiech całej sali. -Hahahaha, Wy w tej Polsce to w ogóle się na żartach nie znacie.- I ściska mnie obiecując, że jutro przyniesie coś słodkiego, dla jego ulubionej nauczycielki, czyli jednak dla mnie. W głowie pojawia mi się myśl, że powinnam trochę wyluzować i nie traktować wszystkiego poważnie. Oni uczą mnie, że każdą sytuację można obrócić w żart! O ironio, wszyscy, na czele ze mną, żartują sobie z tego, że złodziej, który z bronią w ręku mnie okradł, był przystojny!

Wenezuelczycy chcą się uczyć, nie rodzice ich wysyłają na kurs, ale sami harują, żeby go opłacić. Bez wyjątku, wszyscy chcą wyjechać. Nie chcą opuszczać swojego kraju. Chcą wyjechać, żeby zacząć nowe życie, takie, gdzie nie będą musieli bać się chodzić po ulicach i, gdzie będą mogli kupić mleko, mąkę, cukier, pampersy, podpaski, szampon i wszystko inne czego w Wenezueli nie ma. Są zmęczeni i upokorzeni sytuacją, która dotknęła ich kraj, ale kochają go na zabój. Pierwsze co chcą odkrywać, to jego piękno, podróżować wzdłuż i wszerz, a dopiero później uwolnić się od socjalizmu i wyjechać.

Nikt nie używa telefonów na lekcjach(może to też zasługa nauczyciela? nieskromnie mówiąc), każdy chce się wypowiedzieć, spróbować swoich sił. O ile łatwiej pracuje się z osobami, które chcą się uczyć! Skubani też nie mają akcentu! Zazwyczaj hiszpański akcent jest dość mocny, ale w Wenezueli mówi się neutralnie. Wymowa idzie gładko. Czasy też. Gramatyka to już w ogóle. Jak nie znam słowa po hiszpańsku to dodaje do angielskiego jakąś samogłoskę na początku lub na końcu i czasem dzięki temu nie potrzebuję słownika. Porównując różne narody, nauczanie hiszpańskojęzycznych jest jednym z łatwiejszych.

Mam też paru uczniów z Zespołem Aspergera oraz Autyzmem, z czego jestem bardzo dumna! Potrafiłam zbudować ich zaufanie nawet w obcym języku. Ich sukcesy cieszą mnie i motywują, żeby nigdy nie przestawać.


Kogo uczę?


Mam grupy w każdym przedziale wiekowym, od maluchów po 4 lata do 40+. Od takich co ani słowa nie znają, do tych co przygotowują się do IELTS  czy innych egzaminów językowych. Na lekcjach posługuję się tylko i wyłącznie angielskim(mimo, że mój hiszpański już powoli zaczyna być średnio zaawansowany). Wiem, że moim uczniom to pomaga, zamiast tłumaczenia nieznanego słowa na hiszpański czytamy definicję po angielsku. Chcę, żeby myśleli w tym języku. Ja pokochałam angielski i tak prowadzę moje lekcje, żeby też go pokochali. Nie daję odpowiedzi, a zadaje pytania. Zmuszam do samodzielnego myślenia. Pracujemy na materiałach, które interesują moich uczniów, mam fanów literatury, więc targam ze sobą przeróżne książki, wielbicieli malowania, więc kupuję farby, miłośników piłki nożnej, więc razem wcielamy się w drużynę i nazywamy tych wszystkich zawodników, napastników, bramkarzy i ofensywę. Wierzcie lub nie, ale futbol to dla mnie to jedna z najnudniejszych rzeczy świata, więc chyba serio kocham uczyć. Kocham moich uczniów, kocham im jak i sobie stawiać wyzwania, opowiadać o świecie i o spełnianiu marzeń.
Mango to standardowy prezent od uczniów

Zrobiło się sentymentalnie, to na koniec z innej beczki. Puerto Ordaz, miasto, gdzie mieszkam jest dość spore, ale przez to, że jest niebezpiecznie, to wszyscy wychodzą tylko w parę miejsc. Nieraz zdarzyło mi się tańczyć i w tłumie widziałam machających do mnie moich uczniów. Czasem idę ze znajomymi na imprezę, a okazuje się, że jest ona w domu jednego z moich studentów. Dostaję zaproszenia na randki, prezenty, słodkości, ale to jest nieważne, bo dostaję wdzięczność, że z nimi jestem. Przyjechałam, żeby pokazać, że nie wszyscy chcą stąd uciekać, że świat dba o problemy Wenezueli i wcale nie są sami. Jestem całym moim sercem dla nich i z nimi.

Comments