,,Na podłogę, nie ruszać się i oddać wszystko".

Przy każdej okazji wspominałam, że w Wenezueli jest niebezpiecznie, starałam się zachować szczególną ostrożność, gdyż kradzieże są na porządku dziennym. I tak się stało, że i mnie to spotkało. Nie to, że ktoś mi po cichu wyjął pieniądze z torebki, ale w takim prawdziwym, Wenezuelskim stylu - z bronią w ręku. 


Moja radość z posiadania iPhone 6s, na który na prawdę ciężko pracowałam, nie trwała długo. Tak dokładnie to 3 miesiące. A utrzymując się samemu, podróżując po całym świecie i mieszkając w różnych krajach, to na prawdę był ogromny wydatek. Większy niż całe moje oszczędności, które mam z tym momencie. Szkoda mi tylko tego aparatu, cóż chyba GoPro wróci do użytku;)

Uważałam na ulicy, nigdy nie wyciągałam telefonu(z majtek, tudzież stanika), nie jeździłam komunikacją miejską, nie zabierałam nic ze sobą, gdy wychodziłam w nocy, nie przebywałam w niebezpiecznych miejscach, nie wychodziłam sama, przestrzegałam wszystkich ,,wenezuelskich zasad bezpieczeństwa". Tylko, że zasady nijak mają się do rzeczywistości. Bo z majtek złodzieje wyjmują telefony, napadają samochody na światłach, atakują nawet w biały dzień i nie mają skrupułów zastrzelić tego co oddać swoich własności nie chce. Przykro mi pisać to o kraju, który stał się moim drugim domem, który pokochałam od pierwszego wejrzenia i który to z ciężkim sercem pewnego dnia będę musiała opuścić. Ale jak żyć tu, gdzie nigdzie nie można mieć poczucia bezpieczeństwa? 

Nadszedł ten dzień...


Chciałam zostać na jeszcze jedne zajęcia pole dance, ale jak zwykle poczucie głodu wygrało, więc poszłam kupić lunch i wróciłam do pracy. Zjadłam i jak zwykle usiadłam poplotkować z szefową, już było po 2:00, a moi uczniowie wciąż się nie pojawiali. Ktoś zadzwonił do drzwi, wysoki mężczyzna z czarującym uśmiechem - Pewnie przyszedł zapytać o kurs angielskiego. - pomyślałam. O tej godzinie w Instytucie nie mamy zazwyczaj wielu uczniów, wszyscy wciąż odpoczywają po lunchu i pojawiają się godzinę później. O tę jedną godzinę za późno. Szedł w naszą stronę, zerknęłam na twarz mojej szefowej, pojawił się na na niej uśmiech, wyraźnie spodobał jej się potencjalny klient. Dla mnie zbyt blady i trochę miał brzucha, ale uroku nie można było mu odmówić. Zaczął ściągać przez ramię specyficzną czarną torebkę, wydawać by się mogło na dokumenty czy inne drobiazgi. -Witam, chciałbym zapytać o kurs angielskiego. - aha, czyli miałam rację! Po tym zdaniu jego oko błysnęło, a ja czując jego dziwną energię, wyciągnęłam rękę po mój telefon leżący przede mną. Byłam szybsza, ale wyrwał mi go z ręki i od tego momentu wszystkie wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Szłam przed nim z podniesionymi rękoma, a za chwilę leżałam na podłodze, razem z innymi pracownikami, nie rozumiejąc co krzyczy, ale doskonale rozumiejąc, że nie powinnam wykonywać żadnych ruchów. Ręka schowana w tej czarnej torebce nie pozostawiała złudzeń, że trzyma pistolet. Za chwilę druga znalazła się na szyi mojej szefowej i grożąc jej wykrzykiwał, że jest tu wraz z pięcioma innymi osobami i mamy oddać telefony i pieniądze. W uszach odbijał mi się śpiew dzieci, które miały zajęcia w sali obok, zaczęłam się modlić. Te niewinne istotki nieświadome dramatu, który toczy się obok nich. -Niech weźmie ze sobą wszystko, tylko, aby nikogo nie skrzywdził. - Powtarzałam w myślach. Nie wiem jak długo to wszystko trwało, chyba ze 30 minut miałam wzrok wbity w podłogę na której leżałam. Koszmar się skończył, wszyscy byli cali i zdrowi. Dzieci wyszły z sali, wesoło rozmawiając ze swoimi rodzicami, W Instytucie zostaliśmy bez telefonów, pieniędzy i laptopów. Parę osób wchodząc, o tę godzinę za późno, widziało pewnego, wysokiego mężczyznę wychodzącego z budynku. Ochroniarz pożegnał go i przywitał kolejne osoby.

Na policji nie działo się nic, nikt nie chciał spisać zeznań, mój portret pamięciowy został potraktowany jako żart, cóż to akurat nie było dziwne;)


Moi znajomi zapewniają mnie, że teraz mam pełne, wenezuelskie doświadczenie. Straciłam telefon, ale co gorsze straciłam to bezkresne zaufanie do ludzi, które zawsze mi towarzyszyło. Podróżowałam po 33 krajach na całym świecie, szwendałam się sama po nocach, spałam u nieznajomych w domach, imprezowałam z dopiero co poznanymi ludźmi, nigdy nic złego mi się nie przytrafiło. Teraz, gdy przechodzi obok mnie jakikolwiek mężczyzna to serce bije mi szybciej, mocniej ściskam mój telefon i niestety nie dlatego, że podobają mi się Latynosi. To wydarzenie odcisnęło piętno na mojej osobowości. Nadal będę podróżować i ufać ludziom, ale nie tak jak wcześniej. Każde wydarzenie nas czegoś uczy, Już wiem, że ci źli ludzie naprawdę istnieją i powinnam być bardziej ostrożna! Utwierdziłam się również w przekonaniu, że rzeczy materialne nie dają szczęścia i nie są istotne. Mogą się zgubić, nie zmieścić do walizki, zepsuć czy znaleźć w rękach złodzieja.
Kochani Rodzice, Wam jak i sobie obiecuję, że będę uważać, że postaram się być bardziej rozważna, nie zatracając jednak mojego beztroskiego ducha;)

Comments

  1. Bardzo mi przykro że spotkało Cię coś takiego! To musiał być ogromny stres.
    Cieszę się, że poza utratą telefonu nic Ci się nie stało.

    ReplyDelete

Post a Comment