22 oznaki, że jestem zupełnie jak Wenezuelka

Niestety przez trudną sytuację w Wenezueli musiałam trochę ograniczyć podróżowanie, za to skupiłam się na nauce hiszpańskiego i poznawaniu kultury tego pięknego kraju. Tak się skupiłam, że się zatraciłam i przed Wami 22 oznaki, że jestem zupełnie jak Wenezuelka


1. Mam 198198 grup na Whatsappie

... a kiedy nie odpisuję moi znajomi myślą, że coś mi się stało i dostaję jeszcze więcej wiadomości z pytaniami, czy wszystko ok, gdzie jestem i co robię. Mam konwersacje z grupą moich najbliższych znajomych, z moją Wenezuelską rodzinką, z każdą grupą, którą uczę i z moimi współpracownikami. Budząc się, czasem widzę ponad 200 nieodebranych wiadomości, najczęściej o niczym konkretnym. Tutaj po prostu znajomi są bardzo ważną częścią życia i wszyscy chcą wciąż pozostawać w kontakcie.

2. Spóźniam się, zawsze i wszędzie

...to już jest w mojej krwi, taka latynoska przypadłość. Zazwyczaj potrzebuję 30 minut więcej, tutaj godzina spotkania jest tylko umowna. Moi uczniowie czasem wręcz uznają, że nie warto przychodzić na zajęcia i siedzą w poczekalni rozmawiając z innymi. Umawiając się na spotkanie doliczam przynajmniej godzinę, bo nikt tu nie żyje w pośpiechu.

3. Witając się muszę dać buziaka i przytulić się do każdego

... a kto buziaka nie dostanie ten się obraża. Nie ważne ile osób jest w danym miejscu, z każdym powinno się przywitać. Tyczy się to również moich uczniów. Gdy dostałam pierwszego buziaka od mojego ucznia, nie wiedziałam jak zareagować, wydawało mi się, że jest to spoufalanie się i takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Po dwóch miesiącach już wiem, że nie oznacza to braku szacunku, tylko jest normalnym powitaniem. Każdy w Wenezueli tak się wita, jest to normalne, a przy okazji super przyjemne;)


4. Stoję w kolejkach po jedzenie

...zazwyczaj nie dłużej niż godzinę, ale ze względu na ograniczoną ilość produktów w sklepach musimy czasem się nastać, żeby dostać jedzenie za przystępną cenę. Do innego miejsca jadę kupić kurczaka, do innego ryż, do jeszcze innego warzywa, wszystko przez różnice w cenach. Z moją Wenezuelską rodzinką wybraliśmy się nawet do Brazylii na zakupy. Ludzie stoją od wręcz od 4 rano w kolejkach do supermarketów z żywnością w cenach regulowanych przez rząd, tylko problem jest taki, że nigdy nie wiedzą co będzie na półkach, może pojawi się makaron, a może tym razem nie będzie nic. I na te zakupy wcale nie można wybrać się każdego dnia, tylko zależnie od numeru w dowodzie, na każdy dzień jest przydzielony inny numer. Ja mogę posługiwać się paszportem, w którym ostatnim numerem jest 6, co oznacza, że na zakupy mogę wybrać się tylko w czwartek. Mogę w teorii, bo w praktyce pracuję cały dzień i po pracy już nic nie jest dostępne w supermarketach. Mogę również w teorii, ale w praktyce bałabym się, bo ludzie, którzy nie mogą wytrzymać z gniewu i głodu napadają na innych, czasem również na ciężarówki z dostawami żywności. Nie ma czemu się dziwić, gdy główną misją dnia wielu ludzi jest zdobycie jedzenia, a posiłek trzy razy dziennie jest luksusem.

5. Będąc w komunikacji publicznej trzymam telefon w spodniach

... i to wcale nie w kieszeni. Tak jak wspomniałam wyżej, bezpieczeństwo w Wenezueli jest zaburzone, ludzie, którzy nie są w stanie wyżyć za minimalną pensję, czyli $15 miesięcznie, szukają innych rozwiązań. Praktycznie każda osoba, którą znam była obrabowana przynajmniej raz w życiu, najczęściej złodzieje kradną telefony i pieniądze, ale nierzadko również... samochody. W nocy nikt nie zatrzymuje się na światłach, o ile w ogóle ktoś decyduje się prowadzić w nocy, najczęściej na imprezach zostaje się do rana, ze względu na to, że Wenezuelczycy uwielbiają imprezy, ale również ze względu na bezpieczeństwo.

6. Oglądam telenowelę

...śmiałam się z mojej babci, że ogląda Wenezuelskie telenowele, a teraz sama tak robię. Telewizor zazwyczaj jest rozkręcony na maksa i słychać kłótnie, jak Maria krzyczy na Juana, który ją zdradził. Dramaty w telewizji, które powoli doganiają Wenezuelską rzeczywistość.


7. Mam w domu przynajmniej 5 figurek Maryi i 3 plakaty Jezusa

...figurki świętych i różańce. Wenezuelczycy lubią epatować swoją wiarą i w ten sposób przybliżać się do Boga. Modlitwa przed i po każdym posiłku jest również obowiązkowa. Niedawno, w zwykły czwartek, na moim osiedlu została zorganizowana msza na boisku do piłki nożnej, przyjechał ksiądz, każdy z sąsiadów przyniósł z domu krzesełko i tak się modliliśmy przez godzinę, a po mszy ,,elita" z osiedla przyszła przed mój dom i jeszcze przez pół godziny śpiewali pieśni do Maryi.


8. Proszę o ,,bendicion" przed wyjściem  z domu

... czyli błogosławieństwo, a w odpowiedzi słyszę ,,Dios te bendiga", co oznacza ,,Niech Bóg Cię błogosławi". Tylko niech jakiś młody latynosk lub latynoska spróbuje wyjść bez bendicion z domu, zmierzenie się z latynoską mamą nie będzie czymś łatwym. Najczęściej błogosławieństwu towarzyszy znak krzyża na wykonywany przez matkę na czole. I tak oto ja, bezbożnica, nie wychodzę z domu bez błogosławieństwa.


9. Jem makaron z ketchupem, musztardą i majonezem

Za pierwszym razem uznałam, że to obrzydliwe, ale za każdym kolejnym tylko bardziej mi smakowało i teraz jak uda nam się kupić ketchup to wylewam tonę na makaron. Ze względu na ograniczone ilości produktów, musimy wymyślać alternatywne potrawy, żeby urozmaicić jedzenie.

10. Dzień bez arepy jest dniem straconym

Mięso jest drogie, ryż, makaron i jajka również, masło i cukier trudno dostępne, a mleko niedostępne. Arepa, czyli placek z mąki kukurydzianej potrzebuje tylko dodatku wody i jest gotowy. W obecnej sytuacji większość Wenezuelczyków jada na śniadanie i kolacje właśnie arepy, bo w porównaniu z innymi produktami są stosunkowo tanie. Obecnie również coraz trudniej jest zdobyć mąkę, więc ludzie kupują kukurydzę, gotują ją i mielą, żeby samemu stworzyć mąkę. Przy okazji arepa jest narodowym daniem i każdy je uwielbia, a do placka można włożyć co tylko chcemy i zawsze będzie przepyszny!


11. Każdą dolegliwość leczę VapoRub

Ta maść powinna leczyć objawy przeziębienia, ale według Wenezuelczyków leczy wszystko, można nią posmarować ranę, bolącą głowę, stłuczenie w kolanie czy obolałe mięśnie. Brakuje leków w sklepach, ale każdy ma w domu VapoRub.

12. Znajomi używają moich dwóch imion

...jakby imię Agnieszka w Wenezueli było mało oryginalne. Dodatkowo każdy pyta jakie jest moje drugie nazwisko i są dość zdezorientowani, gdy w odpowiedzi słyszą, że mam tylko jedno. Bardzo się Wenezuelczykom podoba moje drugie imię, czyli Maria, czują, że jestem bardziej latynoska. Jesus, Maria, Juan, David, Carlos, znam tyle osób o tych samych imionach, że drugie imię jest faktycznie pomocne przy odróżnianiu o której osobie mówię.


13. Mijając kościół zawsze robię znak krzyża

... a kto nie zrobi ten będzie miał pecha.


14. Świąteczna muzyka towarzyszy mi cały rok

Niekoniecznie w moich słuchawkach, ale w domu czy pracy nierzadko pojawiają się utwory świątecznie. Wszyscy bardzo się w nie wczuwają i czasem służą jako modlitwy.

15. Spędzam przynajmniej godzinę szykując się na imprezę

... w tym trochę przegrywam z Wenezuelkami, bo one poświęcają na to przynajmniej dwie godziny, ale wciąż jest to sporo czasu i to się liczy. Później wychodzimy, a która z nas ma krótszą sukienkę można mierzyć na milimetry. Tapetę faktycznie tylko szpachelką można zeskrobać, a uszy uginają się pod ciężarem kolczyków. Wenezuelki kochają się stroić i wyglądać perfekcyjnie, stąd tez także taka liczność operacji plastycznych(w tym akurat nie chcę przypominać Wenezuelek).

16. Impreza na której się nie tańczy jest słaba

...i wcale nie potrzeba pić alkoholu, żeby tańczyć całą noc. Po wejściu na imprezę, najpierw trzeba się przywitać i wycałować ze wszystkimi(patrz punkt 3), następnie wypić rum, czyli narodowy alkohol Wenezueli, a później można zapomnieć o całym świecie i tańczyć do 5 rano. Oczywiście wszystko w parach, tańczenie samemu jest nie na miejscu. Króluje merengue i salsa, jak również reggaeton, który bardziej przypomina ocieranie się o siebie, niż taniec. Nie wiem czy wspomniałam, że w Wenezueli, każdy dzień jest dobry na imprezę i nie jest ważne czy jest to poniedziałek, środa czy piątek.


17. Nie ma nic ważniejszego niż rodzina

Od zawsze była to największa dla mnie wartość, jednak dopiero podróżowanie nauczyło mnie doceniania rodziny.


18. Przyjaciele i sąsiedzi są członkami mojej rodziny

Ta prawdziwa jest na pierwszym miejscu, ale przyjaciele naprawdę tutaj są traktowani jako część rodziny. Sąsiedzi są zapraszani na uroczystości rodzinne i dzieli się z nimi najważniejszymi momentami w życiu.


19. Kuzyni są przyjaciółmi

Na każdej imprezie jest osoba, która zabrała ze sobą kuzyna, po jakimś czasie już przestałam się zastanawiać kto jest kuzynem, a kto przyjacielem, bo koniec końców wszyscy stają się wielką rodziną;)


20. Rozmowa z nieznajomymi po dwóch minutach sprawia, że jesteśmy przyjaciółmi

Do listy przyjaciół dołączają również nieznajomi, czy to ekspedientka w sklepie, czy kierowca taksówki, a nawet ochroniarz. Przy kolejnym spotkaniu nie wypada nie dać buziaka i przytulić się do nowego przyjaciela!


21. Nie chodzę

Tylko od samochodu do domu i z samochodu do pracy. Na ulicach jest zbyt niebezpiecznie i każdy zapewnia sobie transport, najczęściej w postaci jakiegoś członka rodziny, lub, gdy jest to niemożliwe, płaci za kierowcę, tak ja ja to robię.


22. Wszystko jest żartem

Najtrudniej było mi właśnie stać się jak Wenezuelka w tym właśnie aspekcie. W Polsce lubimy sobie pożartować, ale też traktujemy pewne sprawy poważnie. W Wenezueli jednak dosłownie ze wszystkiego się żartuje i niczego nie traktuje się poważnie. W pracy szef zwraca uwagę, żeby się nie spóźniać, a za chwile wszyscy razem oglądamy śmieszne filmiki na YouTube i nauczyciele wchodzą na zajęcia spóźnieni 20 minut. Moja pulchna koleżanka potyka się i przewraca, a wszyscy wyją ze śmiechu i skandują gorda, co oznacza po prostu gruba I nikt się nie obraża, nigdy, bo tutaj nie skupiamy się na problemach, tylko na radości życia.


Każdy dzień jest przepełniony radością i zapomina się o problemach, które panują w Wenezueli, o których pisałam w pierwszym i drugim poście. Z każdym dniem również kopiuję coraz więcej Wenezuelskich zachowań, czasem świadomie, ale w większości nieświadomie, bo otaczają mnie tylko i wyłącznie Wenezuelczycy, którzy jak nikt, jeszcze bardziej nauczyli mnie czerpać radość z każdego dnia!

Comments

  1. Brzmi absolutnie cudownie! Zazdroszczę tej rodzinnej atmosfery, przyjaznych ludzi i dystansu Wenezuelczyków do samych siebie i sytuacji :) Czekam na kolejne wpisy!

    ReplyDelete
  2. Ale się ubawiłam czytając tego posta:)))Ale i dowiedziałam się ciekawych rzeczy! Hania

    ReplyDelete
  3. Ale suuuper, chciałabym kiedyś odwiedzić Wenezuelę! :D

    ReplyDelete

Post a Comment