Nie ma prądu, nie ma wody...

Siedzę w ciemnym pokoju, z tłustymi włosami, pisząc parę ostatnich zdań zanim mój laptop się rozładuje. Czwartek - dzień, kiedy w moim nowym domu mamy przerwę w dostawie prądu od 7:00 pm do 10:00 pm, najgorszy czas, bo brakuje już światła dziennego.


Wyszłam z pole dance, szybko zmierzając do samochodu, siłownie już zamykali, bo tutaj po zmroku mało się dzieje, jest zbyt niebezpiecznie. Nie miałam zatem szans na prysznic, ale już myślałam o tym, który wezmę w domu. Przy takiej tropikalnej pogodzie najchętniej kąpałabym się co godzinę, szczególnie teraz, gdy jest pora deszczowa i jest wyjątkowo duszno. Jak zwykle w domu na kolację zjadłam arepe, rozebrałam się i odkręciłam prysznic. Nic nie poleciało. Trudno, rano się wykąpię. Rano niestety musiały mi wystarczyć mokre chusteczki. W szkole opowiadam moi uczniom co się stało, a w odpowiedzi słyszę ,,Witamy w Wenezueli".

Często się coś psuje, a z naprawami nikt się nie spieszy. Jednego dnia nie mam wody, drugiego Internetu, a każdego z kolei prądu na 3 godziny(w poprzednim poście pisałam czemu w Wenezueli są przerwy w dostawie prądu).  Ale wiecie co? Do kryzysu da się przyzwyczaić! Bo jak nie ma prądu to wciąż pozostają książki, pozostają znajomi do rozmowy, nawet i posprzątać w tym czasie się zachciewa. Jak nie ma Internetu to jeszcze lepiej, nagle wszyscy stają się bardziej towarzyscy! Zresztą Internet w Wenezueli to chyba jakaś antyczna wersja tego w innych krajach. Korzystając z Wi-Fi czasem zdarza mi się czekać kilkanaście minut na załadowanie filmów na YouTube, a z 3G na telefonie to nawet nie próbuje załadować. Parę dni po przylocie kupiłam kartę SIM z nowym numerem, zapłaciłam ok. $2 za miesiąc i największy dostępny Internet, czyli porywające 2GB(podobno mogę nawet powiększyć do 3GB, ale dopiero w przyszłym miesiącu). Do tego też się da przyzwyczaić! Przerwy w dostawie prądu stały się dla mnie normą, ich rozkład znam na pamięć. Siedzę w pokoju, robię coś na laptopie, nagle światło gaśnie, Internet przestaje działać, klimatyzacja się wyłącza, a ja odrywam się od wirtualnego świata i wracam do prawdziwego. Nikomu nie życzę, żeby zaznał takiego kryzysu, jaki obecnie panuje w Wenezueli, ale przerwa od świata wirtualnego naprawdę mogłaby przydać się każdemu.
Rozkład godzin z przerwami w dostawie prądu. Ja mieszkam w sektorze E
Wchodząc do centrów handlowych w dowolnym kraju zawsze czułam przeszywający chłód klimatyzacji, której szczerze nie lubię. W Wenezueli nie mam tego problemu, bo ze względu na oszczędzanie prądu nie ma klimatyzacji. Nie ma też prądu w niektórych sygnalizatorach świetlnych(słyszałam, że czasem ludzie specjalnie psują sygnalizatory, żeby później na tym zarabiać), co poskutkowało nowym zawodem, kierownika ruchu drogowego, nie tam jacyś policjanci, tylko mężczyźni, którzy przy okazji na szyi mają rozwieszone owoce, łapki na muchy, baterie czy inne drobiazgi do sprzedawania. Podwójny zarobek.

Opowiedziałabym więcej historii, ale już muszę kończyć pisać, bo mój laptop za chwilę się rozładuje, a prąd wraca dopiero za 2 godziny. I będą to 2 najcenniejsze godziny całego dnia.

Comments

  1. Trochę blogów już przeczytałam odnośnie bycia au pair itd. ale Twój jest po prostu niesamowity! Bije od Ciebie duży optymizm i aż ma się ochotę razem z Tobą ruszyć w przygodę. Jak na razie siedzę w Polsce, ale teraz już wiem, że nie ma co czekać tylko trzeba kombinować i zwiedzać świat!
    Życzę samych sukcesów! :)

    ReplyDelete
  2. Jakbyś pisała o innej planecie! Powodzenia w zdobywaniu świata :D

    ReplyDelete

Post a Comment