Witamy w socjalizmie!

Nie ma papieru toaletowego, leków, cukry, mleka i pieczywa, za to są niekończące się kolejki do sklepów, korupcja, recesja, przemoc, kryzys gospodarczy, przestępczość i najwyższa na świecie inflacja - właśnie przeprowadziłam się do Wenezueli! 


Wysiadłam z samolotu w Caracas i skierowałam się z uśmiechem na ustach do kontroli paszportowej, gdzie strażniczka nie chciała uwierzyć, że spędzę w Wenezueli sześć miesięcy. Czytałam chyba wszystko co mogłam o kryzysie, więc czułam się dobrze przygotowana do mojej nowej podróży! Poszłam do łazienki, gdzie nie było papieru toaletowego, łudząc się, że może akurat się skończył i wcale nie jest tak źle jak to opisywali. Później się przekonałam, że jednak to prawda, nie ma papieru toaletowego, w centrach handlowych, kinach, restauracjach, na lotniskach i w... domach.

Na lotnisku w stolicy kraju nikt więcej nie potrafił mówić po angielsku, a ja z dwoma bagażami do nadania nie miałam pojęcia jak się dogadać, bo nawet Wi-Fi nie działo. żeby użyć tłumacza. Przy sobie miałam tylko dolary, a musiałam dopłacić za drugą walizkę. Mogłam pójść do punktu wymiany, ale po oficjalnym kursie za $1 dostaniemy ok. 8 bolivarów. Na czarnym rynku będzie to 1000 bolivarów! Istnieje specjalna aplikacja pokazująca oficjalny czarnorynkowy kurs, którą śledzi większość Wenezuelczyków. Nie ze względu na to, że mają dolary do wymiany, ale ze względu na rosnącą inflacje. Większość towarów jest importowana, dlatego też wraz z ceną dolara w górę idą ceny wszystkich produktów. W ciągu dwóch tygodni od kiedy jestem w Wenezueli inflacja z 200% wzrosła do około 240%. W menu w restauracjach wypisane są dania, a obok jest przyczepiona, wydrukowana karteczka z cenami, bo każdego tygodni inflacja sprawia, że one rosną. Największy banknot w obiegu to 100 bolivarów, który jest równy ok. 10 centów. Teraz wyobraźcie sobie ile banknotów trzeba mieć przy sobie idąc na kolacje. Wypłacając gotówkę z bankomatu będzie ona automatycznie przeliczana na bolivary po oficjalnym kursie, zatem lecą na pół roku do Wenezueli musiałam zabrać cały swój budżet w gotówce.

Zauważyłam młodą dziewczynę machającą do mnie, podeszłam, a ona używając słownika zaproponowała mi pierwszą transakcje na czarnym rynku! Powiedziała, że zapłaci za mój dodatkowy bagaż(20kg), a ja jej dam w zamian dolary. Trochę zaczęłam się martwić, że sporo będę musiała wydać, a ona oznajmia $1, zrobiłam wielkie oczy i nie chciałam uwierzyć, że w Europie czy Stanach za dodatkową walizkę musiałabym zapłacić $100, tutaj praktycznie nic! Później idąc przez lotnisko zerkałam na ceny produktów, które niewiele różnią się od tych w Polsce, różni się jednak to, że w Polsce moja wypłata wynosiła ok $400 miesięcznie, a w Wenezueli $45 i jest to zupełnie normalna pensja w tym kraju, trochę ponad najniższą krajowej. Ceny żywności i leków są niebotycznie wysokie, ale za prąd czy wodę płaci się śmieszne parę dolarów miesięcznie, a panuje tam susza i kryzys energetyczny spowodowany zjawiskiem pogodowym El Nino, które obniża poziom wody w zaporze Guri, która pokrywa dwie trzecie zapotrzebowania kraju na energię. Działania rządu dotyczące oszczędzania prądu obejmują jednak ucinanie go każdego dnia na trzy godziny oraz wprowadzeniem dwudniowego tygodnia pracy w sektorze publicznym. Prezydent prosił mieszkańców o nieużywanie suszarek argumentując, że Wenezuelki są piękne bez tego! Przylatując do Wenezueli nie mogłam zorientować się, która jest godzina, bo na moim laptopie i telefonie pokazywała się inna, również moi rodzice śledząc mój lot nie do końca rozumieli o której będę na miejscu. Wszystko przez to, że ze względu na oszczędzanie prądu także zdecydowano się przesunąć czas o pół godziny, jednak to nie pierwszy raz, bo poprzedni prezydent na złość wszystkim parę lat wcześniej również zmienił czas o pół godziny. To teraz powrócili do poprzedniego czasu, ale niektóre zegarki wciąż nie nadążają za działaniami rządu. Absurd goni absurd.

San Francisco - Las Vegas - Panama - Caracas - Puerto Ordaz, w końcu po 24 godzinach doleciałam w docelowe miejsce. Na lotnisku czekało na mnie chyba z piętnaście osób z wielkim transparentem Welcome Agnieszka. Ryczałam jak dziecko. Wszyscy mnie przytulali, całowali i w końcu zabrali do domu. Miałam ochotę wziąć prysznic, trochę odpocząć, ale niestety okazało się, że akurat nastąpiła trzy godzinna przerwa w dostawie prądu. Siedzieliśmy zatem te trzy godziny w ciemności i nikt nie narzekał. I tak już po paru pierwszych godzinach wiedziałam, że nie mogłam znaleźć się w lepszym miejscu i otoczona lepszymi ludźmi, bo mimo tak ogromnych problemów w ich kraju, nie tracą pogody ducha i nie mając czasem co włożyć do garnka i tak znajdą sposób, żeby nakarmić drugą osobę.

Zaczynam moją przygodę w Boliwariańskiej Republice Wenezueli!

Comments

  1. Niech Cię Pan Bóg błogosławi!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niech Pan Bóg pilnuje, żeby mi telefonu nie ukradli;D

      Delete
  2. Będę na bieżąco czytać. Bardzo mnie ciekawi jak tam jest naprawdę :) Powodzenia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Na pewno będę dużo pisać!

      Delete
  3. Znalazłam Cię na grupie au pair i przeczytałam wszystkie wpisy w jeden dzień. Jesteś mega pozytywna, piszesz tak wciągająco i ciekawie, że z niecierpliwością czekam na kolejny wpis :) A gdy go czytam myślę tylko wow. Powodzenia!:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam nadzieję, że to o wszystkich wpisać to trochę wyolbrzymione, bo trochę ich tu jest;D I dziękuję!;)))

      Delete
  4. Podziwiam za odwagę! Powodzenia:)

    ReplyDelete

Post a Comment