Wypadek w Brazylii

Mój pierwszy raz na skuterze. Jestem blada ze strachu patrząc na tych wszystkich szalonych kierowców i na myśl, że za chwilę ja stanę się jednym z nich. Wtedy jeszcze nie podejrzewałam, że wjadę do Brazylii i, że będę mieć tam wypadek.


Nie mogąc się doczekać wyprawy w głąb Amazonii szukałyśmy z moją siostrą czegoś ciekawego do porobienia w Letici. Spacer, jedzenie, zakupy, trochę mało egzotycznie jak na nas. Szybko się to jednak zmieniło w jedną z najbardziej zwariowanych przygód w moim życiu. Rozglądając się wokół siebie, nie mogłam się skupić, bo wszędzie przelatywali mi przed oczami ludzie na skuterach. Czemu by przez chwile nie poczuć się jak miejscowa i dołączyć do tego tłumu. W całym mieście znalazłyśmy jedyną wypożyczalnię skuterów. Zapytali nas o jakiś dokument, pokazałam kalifornijskie prawko, nawet nie zerkając na mnie, zażyczyli sobie $10 w gotówce i dali skuter. Założyłyśmy kaski, wsiadamy i słyszymy śmiechy, bo przecież my nie mamy pojęcia jak włączyć ten skuter, nie mówiąc już o tym jak jeździć. Wytłumaczyli nam i pożegnali ze śmiechem, a my chwiejąc się odjechałyśmy. Mijałyśmy po drodze skutery z czwórką osób siedzącą na nich czy z bobasami na kolanach rodziców, a my wpadamy w każdą możliwą dziurę i na każdym kroku ktoś na nas trąbi.

Wymyśliłyśmy sobie, że pojedziemy do Brazylii! Po drodze zgubiłyśmy się i w końcu nie wiedziałyśmy gdzie jesteśmy. Nagle zaczęło być na około nas więcej skuterów, więcej ludzi, a pojawili się jakby znikąd. Bez znajomości hiszpańskiego nie zauważyłam, że napisy hiszpańskie zmieniły się w portugalskie. Całe szczęście znalazłam inną poszlakę, że to już Brazylia, a mianowicie flagę!

Już dwie minuty byłyśmy w Brazylii, czyli wystarczająco, żeby zrobić sobie zdjęcie! Podziurawione ulice, pełno ludzi, ale jest w tle malutka flaga i napis Brazil. Jak zwykle wyginamy się przed telefonami i zamieniamy się miejscami. Tym razem moja siostra jest kierowcą. Już tak pewnie zaczęłam się czuć na tym skuterze, że nie pomyślałabym, że może stać się coś złego, już tym bardziej skoro to nie był pierwszy raz dla mojej siostry. Ruszamy, jedziemy i przewracamy się. Wszystko trwa nie dłużej niż minutę. Niby tylko skuter, ale jak leżałyśmy pod nim to był aż skuterem. Ból potęgowały nogi poobdzierane ze skóry. Coś stęknęłam z bólu, a jak odsunęłam ten skuter z naszych ciał i zobaczyłam nogi mojej siostry to aż krzyknęłam. Cały goleń obdarty ze skóry. Przemywamy to wodą i w szoku, bez myślenia wsiadamy na skuter z myślą powrotu do hostelu. Tym razem ja już prowadziłam, z wiadomych przyczyn. Jednak, żeby wrócić musiałyśmy zawrócić, a w tym cała trudność, bo jechać prosto to jeszcze jakoś dawałam radę, jednak wszelkim zakrętom towarzyszyły krzyki przerażenia. Tak próbując znaleźć jakiś zakręt wciąż jechałyśmy prosto, coraz dalej, aż dostrzegłyśmy mural z flagą Brazylii i różowym delfinem, czyli symbolem Amazonii. Jak się w takim miejscu nie zatrzymać! Wskakujemy w krzaki i robimy zdjęcia. Gotowe wsiąść na skuter nagle upadamy na ziemię i nie możemy przestać drapać nóg. Wlazłyśmy w mrowisko. Tym razem już ludzie się zatrzymują i pytają czy nas zawieźć do szpitala. Musiało to wyglądać dramatycznie, z zakrwawionymi nogami, leżymy na ziemi i wykonujemy dziwne ruchy próbując odgonić mrówki i przy okazji drapiąc się. A później historia się powtórzyła, wsiadłyśmy na skuter z myślą powrotu do hostelu, a wciąż jechałyśmy na wprost. Minęłyśmy samolot Pablo Escobara, który został zatrzymany w Tabatindze z ogromnymi ilościami kokainy. Mijamy coraz więcej żołnierzy, wjeżdżamy na tereny wojskowe, nie ma już innych ludzi, droga asfaltowa się kończy, a zaczyna się dżungla. I właśnie w tym momencie przestraszyłyśmy się i zawróciłyśmy. Bez kolejnego wypadku, ale za to w ogromnych emocjach dojechałyśmy do hostelu. Właściciel(i nasz couchsurfer) złapał się za głowę, pobiegł po apteczkę, a następnie wylał alkohol na ranę mojej siostry. Zrobiła się cała czerwona i aż czułam jej ból. Zakleił nam rany, żeby chronić skórę, bo wszędzie w Letici są komary, kurz, piasek i zaraz by nam się wdało tam zakażenie. A wdało się dopiero później...

Zaczęłyśmy się pakować. Gdzie? Oczywiście do dżungli. Co zabrałyśmy przeczytacie tu. Teraz musiałyśmy tylko dokupić bandaże, plastry, gazy i jakieś dziwne specyfiki do polewania ran. W tym momencie, każdy kto wie cokolwiek o Amazonii pomyśli sobie ,,przecież tam panuje taka wilgoć, a one z sączącą się krwią i ropą chcą tam pojechać?". Tak, pojechałyśmy, bo chęć przygody odebrała nam rozumy(nie brać przykładu!), a, że jeszcze była akurat pora deszczowa, to można się domyślić, że nasze opatrunki na nic się nie zdały. Miejscowi lekarze, przynajmniej tak się przedstawili kazali każdego dnia zdrapywać strupy i wszystko polewać jakimś płynem. To samo powiedzieli nam w klinice w Letici, kiedy już wróciłyśmy, a moja siostra dostała antybiotyk na zakażenie. Nasza mama, która jest lekarzem przez te parę dni pewnie nie mogła spać, ale, że w dżungli nie ma zasięgu to przynajmniej nie dowiedziała się, że jeszcze z tymi krwawiącymi nogami chciałyśmy wskakiwać do Amazonki, żeby popływać z różowymi delfinami. Jednak odzyskałyśmy rozumy i wróciłyśmy dzień wcześniej, żeby pójść do szpitala. Po tygodniu mojej siostrze zeszła opuchlizna i rany zaczęły się goić.

Co działo się w samej Amazonii w kolejnym poście(a działo się naprawdę wieeele)!

Comments

  1. Siostry Cejrowskie. Musicie być z nim spokrewnione :D Przygody, przygody i talent w opowiadaniu przygód! Może kiedyś pokusisz się o napisanie własnej książki?

    oj Agnieszka :]

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cejrowski to by mnie przegonił, bo taką jestem bezbożnicą;D
      Może i bym się pokusiła o tą książkę, a może nawet już zaczęłam? Kto wie;)

      Delete
  2. Czyli jednak jest coś na rzeczy? Bardzo się cieszę ;] Trzymam kciuki!
    PS. Take your time :)

    ReplyDelete

Post a Comment