Jak Ty to zrobiłaś? Rzecz o tym, jak dostałam pracę w Wenezueli

Spędziłam pięć godzin zanim uznałam, że moje CV jest idealne, siedziałam parę godzin dziennie z laptopem na kolanach i wystukiwałam ,,teaching job in Latin America", przeszłam przez niezliczoną ilość rozmów kwalifikacyjnych z każdego końca świata i o każdej porze dnia, wypełniałam dodatkowe formularze rekrutacyjne, wciąż na nowo skanowałam przeróżne dokumenty, odmówiłam szkołom w Indiach, Chinach, Indonezji, Myanmar czy Egipcie. Przepłakałam wiele nocy, zjadałam ze stresu połowę lodówki i odświeżałam maila w każdej wolnej chwili. Tak wyglądało samo szukanie pracy. 


Jednak, żeby w ogóle aplikować musiałam spełniać odpowiednie kryteria. Fajnie, że mam wykształcenie pedagogiczne, że pracowałam jako nauczyciel w Polsce, że już byłam w Ameryce Południowej i spodziewam się standardów tam panujących, że działałam jako wolontariusz przez 4 lata, że prowadziłam imprezy na ponad 1000 osób, że mieszkam za granicą oraz, że posługuję się angielskim na co dzień. Wszystko to dobrze, ale już na starcie byłam wyeliminowana z jakiś 80% rekrutacji przez to, że nie jestem native English speaker. Drugim czynnikiem było to, że nie byłam elastyczna co do daty przylotu(ze względu na koniec programu w Stanach). Jednak 20% szkół się do mnie odezwało, co oczywiście skutkowało mają przedwczesną ekscytacją. Czekało mnie wielokrotne rozczarowanie, bo są lepsi ode mnie(musiałam się z tym pogodzić), bo nie mam wystarczająco dużo doświadczenia, bo po prostu mogłam się nie spodobać. Szkoły z Azji odzywały się niemal natychmiastowo, często po jednej rozmowie na Skypie dostawałam propozycje pracy. A ja się zgadzałam, ale trzymałam ich w niepewności, wciąż czekając na jakiś odzew z Ameryki Południowej.

Ktoś dzwonił na Skypie, gdy akurat jadłam lunch ze znajomymi, odebrałam, a tu dyrektor szkoły z Ekwadoru, zachłysnęłam się wodą, odpowiedziałam coś, że za chwilę będę w spokojniejszym miejscu, żeby porozmawiać i mając dyrektora przez sobą na Skypie biegłam do samochodu, po drodze przepraszając za moje roztargnienie. Wpadłam do samochodu, a dyrektor w tym samym momencie zaczął zajadać się arbuzem ,,tęskniłam za tą naturalnością z Ameryki Południowej" pomyślałam sobie i zaczęłam opowiadać o sobie. Dyrektor przerywając mi po paru minutach monologu zaprosił mnie do Ekwadoru. Biedna prowincja położona w Andach, możliwość realizowania moich autorskich projektów, elastyczny grafik, wszystko idealnie! Parę dni później dostaję wiadomość, że nie udało im się dostać dofinansowania od rządu i nie mogą otworzyć nowej filii szkoły. W myślach już wyobrażałam sobie siebie w Indiach, z rozgoryczeniem marzącą o innym miejscu. Nagle dostałam motywacyjny kop, parę szkół się do mnie odezwało, Honduras, Kostaryka, Kolumbia, Peru. Dyrektorzy szkół wielokrotnie zapominali o rozmowach kwalifikacyjnych, w końcu to Ameryka Łacińska, nikt się nie przejmuje. Proces rekrutacyjny jednak wciąż trwał, a ja nie dostawałam odpowiedzi, czas również się kończył. Nie chciałam w międzyczasie wracać do Polski, bo zwyczajnie nie było(i wciąż nie jest) mnie stać na bilety. Wysłałam w międzyczasie aplikacje do dwóch szkół w Wenezueli, a z tyłu głowy liczyłam na to, że akurat tam uda mi się trafić. Pewnego dnia, jednego z tych, kiedy zrezygnowana siedziałam na łóżku, nie wiedząc co powinnam zrobić, dostaję wiadomość o tym, że szkoła w Wenezueli chciałabym przeprowadzić ze mną rozmowę. Czekałam z niecierpliwością, a gdy przyszedł długo wyczekiwany dzień nikt się nie odezwał... Na prawdę kocham podejście do życia Latynosów, ale w tym momencie nie było mi zupełnie na rękę. Obiecali jednak, że za parę dni się odezwą. Dyrektor zadzwonił do mnie na whatsappie, a po 10 minutach byłam już umówiona, kiedy przyjeżdżam. Nigdy w życiu nie czułam takiej ekscytacji. To o co tak walczyłam i nie chciałam się poddać, to co sprawiało, że nie mogłam spać, to o czym marzyłam - spełniło się!

Dzień później dostałam wiadomość z Ekwadoru, że udało im się pozyskać wsparcie od rządu i czy wciąż chcę przyjechać. W Wenezueli mam kontrakt na pół roku, więc powiedziałam, że odezwę się po tym czasie, a oni zapewnili, że na pewno zawsze znajdzie się tam dla mnie miejsce.
Przyszedł czas na trochę spraw organizacyjnych, które powodowały, że stresowałam się bardziej niż przed maturą. Czekałam na oficjalne zaproszenie, które trzeba okazać aplikując o wizę. Kupiłam bilety do Wenezueli, ale do wizy wymagany jest również bilet wylotowy z Wenezueli. Sprawdziłam skyscanner, gdzie najtaniej - Dominikana, to kupiłam. Tak więc Święta spędzam na Dominikanie, prawdopodobnie śpiąc na ulicy, choć może i na plaży. Mój budżet nie zachwyca, a wręcz przeraża. A co później? Nie wiem, okaże się;) Na razie poinformowałam moich rodziców, brata i siostrę, żeby spędzamy tradycyjne święta, w gronie rodziny na plaży na Dominikanie.

Dokumenty przygotowane, bilety kupione, zdjęcia zrobione. Pojechałam do konsulatu złożyć dokumenty. Wzrok konsulów wskazywał na to, że nieczęsto ktoś aplikuje o wizę do Wenezueli. Za chwile zamykali, a potrzebny był przelew z poczty ,,wsadź kopertę z czekiem pod nasze drzwi, jutro weźmiemy", znów mięknie mi serce na objaw takiej naturalności. To lubię, załatwiać sprawy w nieskomplikowany sposób. Po co utrudniać sobie życie tymi wszystkimi oficjalnymi procedurami.

Tydzień siedziałam jak na szpilkach, aż w końcu nie wytrzymałam i zadzwoniłam zapytać jak ma się proces. Miał się tak, że wiza już czekała przygotowana, a ja mogłam podjechać ją odebrać. Kolejnego dnia wraz z godziną otwarcia konsulatu wparowałam do środka i widząc wizę w moim paszporcie łzy zaczęły lecieć po moich policzkach. To dzieje się na prawdę! Ja serio lecę do Wenezueli!

Walizkę mam już prawie spakowaną, wszystkie sprawy organizacyjne ogarnięte jako tako. Na laptopie wciąż otwarte karty z artykułami o sytuacji w Wenezueli. Kryzys, inflacja sięgająca nawet 200%, brak podstawowych produktów spożywczych i higienicznych na półkach sklepowych, ludzie z głodu polujący na bezpańskie psy i koty, a nawet gołębie. Kraj w rozsypce. Koordynatorzy z Wenezueli zapewniają, że media przesadzają. Co z tego jest prawdą dowiem się na miejscu. Ja chcę być i pomagać w miejscu, gdzie nikt inny nie chce być. Bo jak nie ja, to kto? Bo czuję, że mogę zbawiać świat. Bo choćbym miała pomóc jednej osobie, to tej jednej osobie naprawię cały jej świat. Chcę już tam być, chcę dzielić się moją wiedzą, moim uśmiechem i całym moim sercem.

Comments

  1. super, że się realizujesz, ale dlaczego zależało Ci na Ameryce Południowej? Jak zareagowała Twoja rodzina, znajomi? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zależało mi na Ameryce Południowej, bo zakochałam się w niej po moich wakacjach w Kolumbii i zdecydowałam, że chcę tam zamieszkać;) Moja rodzinka się cieszy, trochę się martwią ze względu na trudną sytuację w Wenezueli, ale wspierają mnie! A moich znajomych chyba nie zdziwi już nic co wymyślę;P

      Delete
  2. Dobrze, że zdecydowałaś się napisać post o Twojej pracy w Wenezueli, bo zaciekawiło mnie to już jakiś czas temu jak na grupie au pair umieściłaś komentarz, że wybierasz się tam do pracy. Jesteś ogromną motywacją, że warto dążyć do tego by spełniać marzenia! Życzę powodzenia w kolejnej przygodzie i czekam na dalsze relacje ;)

    http://collectionoftravelsmemories.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak myślałam właśnie, że fajnie będzie o tym napisać, żeby trochę rozjaśnić co ja znów wymyśliłam;) Na pewno będę dużo pisać i dziękuję za miłe słowa!

      Delete
  3. Jesteś niesamowita :D
    Czyli na ile lecisz do Wenezueli?
    Planujesz w ogóle powrót do Polski czy juz masz jakieś nowe pomysły?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na razie mam kontrakt na 6 miesięcy, a później się zobaczy;) Na pewno do Polski przylecę do rodzinki, ale jeszcze nie wiem kiedy i na jak długo

      Delete
  4. Dziewczyno jestes niesamowita!! Trzymam kciuki!!!! ��

    ReplyDelete
  5. Gratulacje! I bardzo, ale to bardzo spodobało mi się to zdanie - "Bo choćbym miała pomóc jednej osobie, to tej jednej osobie naprawię cały jej świat." :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Ja za Ciebie też trzymam kciuki i dużo szczęścia dla całej Waszej rodzinki!

      Delete
  6. podziwiam Cię Aga, powodzenia! :-)

    ReplyDelete
  7. Hej mogłabyś polecić jakieś konkretne strony gdzie można znaleźć oferty pracy. Ja co prawda po twoim poście zaczęłam szukać ale jak znalazłam strony to na Amerykę Południową to może 5 ofert a za to Chiny i Emiraty Arabskie od groma. Pozdrawiam i gratuluję pomysłu. Powodzenia w Wenezueli.

    ReplyDelete
  8. Te confieso he leído esta historia tres veces y simplemente me sorprendo cada vez más. .... No dejo de Admirarte y entender lo grande que es tu corazón y tu gran voluntad. .. Te deseo lo mejor, YA ERES UNA TRIUNFADORA... UN ABRAZO FUERTE Y GRACIAS POR TODO.

    ReplyDelete

Post a Comment