W sercu Kolumbii - rowerem po Bogocie

Odnalazłyśmy mityczne El Dorado!


To tylko nazwa lotniska, ale my czułyśmy, że faktycznie znalazłyśmy się w mitycznej krainie. Tylko trochę było chłodno, ale to dlatego, że znalazłyśmy się na ponad 2600 m n.p.m., czyli w sercu Kolumbii położonym w Andach - w Bogocie!


Z lotniska do naszego couchsurfera jechałyśmy godzinę, wcale nie stojąc w korkach, po prostu Bogota jest tak wielka, że przejazd z jednej części miast do drugiej może zająć pół dnia. Ciężko się dziwić, skoro stolica Kolumbii liczy 7 milionów ludzi, a w całym zespole miejskim ponad 9 milionów.

Drzwi otworzył nam czarnoskóry mężczyzna, witając nas po Polsku. Mówi, że mieszkał w Warszawie przez 10 miesięcy, zatem już czujemy się jak w domu. Przygotowuje dla nas coś wyglądającego jak banany, tylko, że wrzuca to na patelnie. Dowiadujemy się później, że są to platains, czyli warzywo, które się je w całej Kolumbii, podając do mięsa lub na słodko, powiedziałabym, że to taka egzotyczna odmiana naszych ziemniaków. Wychodzimy też zjeść aijaco, czyli typową kolumbijską zupę(jadaną przede wszystkim w Bogocie) zrobioną z ziemniaków. Kuchnia kolumbijska jest bardzo zróżnicowana, zależnie od regionu. W Andach, czyli między innymi w Bogocie przeważają dania rozgrzewające, a popularnym napojem jest gorąca czekolada z kawałkami... żółtego sera!

Jak poruszać się po mieście, gdzie w komunikacji miejskiej prawdopodobieństwo obrabowania wzrasta z każdym mijanym kilometrem, a samochodami poruszają się tylko śmiałkowie, którym nie straszny jest brak zasad ruchu drogowego. Najrozsądniejszą możliwością wydawał się rower!
Jeżdżąc po Bogocie cały dzień spojrzałyśmy na mapę ,,ocho, pewnie całe miasto przejechałyśmy" powiedziałam pewna swoich słów. I lekko się zdziwiłam, bo nie była to nawet 1/10 całej powierzchni. 

Bogota jest trzeciem najwyżej połozonym miasto świata! Z rana wjeżdżamy kolejką linową na najwyższą górę Monserrate(3,152 m), żeby spojrzeć na ogrom miasta. Widoki z góry są niesamowite, ale i na górze jest przyjemnie, przepiękne sanktuarium sprawia wrażenie, jakby chciało się znaleźć jeszcze bliżej Boga(Kolumbijczycy są bardzo religijni). 
Z góry widać, że większość ulic przecina się pod kontem prostym. Są tylko cztery nazwy ulic: carrerascallesdiagonales i transversales oraz dodane do nich numery. W całym tym chaosie Kolumbii można znaleźć również pewien ład. 

Rowery zatrzymujemy po raz pierwszy na placu Bolivara. Kolumbijczycy bardzo cenią jego zasługi i w każdym mieście główny plac nosi jego nazwisko. Najpiękniejsza moim zdaniem jest znajdująca się tam katedra Prymasa Kolumbii. Mijamy wiele uniwersytetów, których w Bogocie jest pod dostatkiem, obserwujemy życie studenckie toczące się miedzy zabudową kolonialną miasta. Jeździmy między ulicami La Candelaria, najstarszej dzielnicy Bogoty.
W Bogocie są dzielnice w które nikt, prócz ludzi tam mieszkających nie chce się zapuszczać. Nasz couchsurfer mieszka w jednej z najbogatszych dzielnic(wygląd tego miejsca na to nie wskazuje), policja z karabinami stoi na każdym kroku, dzięki czemu podobno mieszkańcy mają czuć się bezpiecznie. Na co zwróci uwagę każdy turysta? Na odgłosy klaksonów, których taksówkarze używają nawet jeśli nie ma ku temu potrzeby. W Kolumbii jesteśmy, więc ma być głośno!

Prawdziwą Kolumbię poczułyśmy w nocy, reggaeton i salsa grająca na każdym kroku. Lejące się agardiente czyli taka kolumbijska wódka. Dopiero smakując tej lokalnej doceniłam smak naszej polskiej. Gdyby nie nasz poranny lot do Amazonii, prawdopodobnie jak reszta ludzi bawiłybyśmy się na imprezie do rana.

Pierwsze dni w Kolumbii za mną, zero uprowadzeń, narkotyków czy zabójstw! Cała jestem zdrowa, tylko coś zostało mi skradzione, kawałek mojego serca. Został w Kolumbii i zwrócony mi już nie zostanie. Za co pokochałam ten kraj przeczytacie tutaj.

Comments