Co za Meksyk!

Piątek - moja siostra leci ze Sztokholmu do Las Vegas, Sobota - ja lecę do Vegas, niedziela - planujemy razem lecieć do San Francisco(a ja zapomniałam kupić bilet), czwartek - moja siostra leci do Guadalajary, sobota rano - moja siostra leci do Cancun, Sobota wieczór - ja lecę do Cancun.
Co za Meksyk!


Takim sposobem upragnioną podróż po Kolumbii zaczynamy od... Meksyku!
Wszystkie loty do Bogoty mają przesiadkę w Cancun. Szkoda tak tylko być na lotnisku. Chociaż plan mamy napięty, dwa dni nad wybrzeżem karaibskim udaje nam się wcisnąć. Albo raczej dwie noce. Jak zwykle korzystamy z couchsurfingu, nie dość, że nie musimy płacić za nocleg to znów trafiamy na niesamowicie miłego hosta, który pokazał nam wszystko co warto było zobaczyć w okolicy. Zaczął od najciekawszego, czyli od meksykańskiej fiesty! Tequila, mariachi i salsa. Dla mnie, jako początkującej we wszelkich latynoskich tańcach była to istna katorga, nogi odmawiały posłuszeństwa, a ręce niezgrabnie próbowały nadrabiać. Po całej nocy jednak opanowałam podstawowe kroki salsy. Pomimo zarwanej nocy wstałyśmy z samego rana, żeby odkrywać tajemnice Majów.

Tulum 

Na samą myśl o Chichen Itza nie mogłam przestać się uśmiechać. Mój entuzjazm został niestety poskromiony, bo dowiedziała się, że wcale tam nie jedziemy. Wściekła, nie chciałam z nikim rozmawiać, aż do czasu, gdy zobaczyłam to czym zastąpiliśmy ten jeden z siedmiu nowych cudów świata - Tulum. Nie ważne już było co chciałam zobaczyć wcześniej. Te ruiny położone na 12-metrowym klifie nad brzegiem Morza Karaibskiego zabrał wszystkie słowa z moich ust. Znając historię prekolumbijskich Majów jeszcze bardziej można się zachwycić wyobrażając sobie życie w tym miejscu. Turkusowe fale uderzające o skały, wielkie iguany leniwie wygrzewające się na słońcu i wreszcie budowle ciągnące się wzdłuż wybrzeża, wszystko to sprawia, że będąc w Meksyku jest to miejsce, którego nie można ominąć!

Cenote Dos Ojos

,,Dwoje oczu" dla mnie już samo tłumaczenie brzmi ciekawie, a niezwykle ciekawie jest dopiero w środku. Nad głowami latają nietoperze, a wystarczy zanurzyć głowę pod wodę i wybieramy się na podwodną wycieczkę korytarzami tych niezwykłych jaskiń. Dla wielbicieli nurkowania przeżycia niebywałe!

Akumal 

Dla cwaniaków, którzy nurkowali z żółwiami na Hawajach (jak ja), plaża, której nazwa w języku Majów oznacza ,,miejsce z żółwiami" nie powinna robić wrażenia. A jednak robi, bo żółwie w turkusie wody wyglądają po prostu uroczo! A plaża? Egzotyczna, jak wyjęta z obrazka. Jeśli się opalać to właśnie tam, kiedy jest za gorąco to wskakujemy do wody i dryfujemy między żółwiami.

Playa Del Carmen 

W dzień zwykła plaża, z mnóstwem turystów, deptakami z modnymi sklepami, jak wszędzie. Za to warto wybrać się w nocy, mariachi grający na każdym rogu, sombrea w dowolnym rozmiarze do kupienia za grosze i unoszący się w powietrzu zapach meksykańskiego jedzenia. Moja dieta odeszła w zapomnienie wraz z pojawieniem się na stole tacos, burrito i enchilladas. Niebo w gębie, tak mogę to podsumować!

OLE!


Comments