Slepless in Seattle

Zazwyczaj mam dwa dni wolnego, ale dzięki Thanksgiving miałam jeszcze połowę piątku, więc zaplanowałam podróż do Seattle! Już od czterech miesięcy próbowałam tam pojechać, ale wciąż nie miałam wystarczająco dużo wolnego, aż do teraz!
Z San Francisco do Seattle jest ponad 800 mil, 13 godzin i trzeba przejechać przez trzy stany. Jak już dojedzie się na miejsce to następuje prawdziwa bezsenność w Seattle.
Autostrada międzystanowa 5 prowadzi prosto przez Kalifornię i Oregon aż do Waszyngtonu (na północy do Kanady, a na południu do San Diego). Do mojej listy właśnie dołączyły kolejne stany, w sumie byłam już w 10 stanach, jak na pół roku to całkiem niezły wynik. Właśnie, pół roku... to już za parę dni! Obym przez kolejne 6 miesięcy zobaczyła drugie tyle, a będę szczęśliwa.
Pierwszy nocleg zrobiliśmy po 10 godzinach jazdy, w Portland, największym mieście stanu Oregon, jednak nie jego stolicy. Nie spaliśmy więcej niż 4 godziny, ale czas nas gonił i na śniadanie pojechaliśmy do Voodoo Doughnuts, miejsca, które promuje się jako magia, która tkwi w dziurce. Jest to definitywnie miejsce do odwiedzenia podczas pobytu w Portland! Trochę pochodziliśmy po mieście i ruszyliśmy do Seattle. Kolejny nocleg mieliśmy również zaplanowany w Portland, więc kolejny dzień poświęciliśmy na to miejsce. W Oregonie nie możemy sami wlać paliwa, tylko musi to zrobić pracownik stacji benzynowej. Już sięgaliśmy po uchwyt, gdy dowiedzieliśmy się, że może nam za to grozić mandat do 500 dolarów. Całkiem podoba mi się to prawo, nie musieliśmy wychodzić z ciepłego samochodu na śnieg!
Gotowa do podróży!
Voodoo Doughnut
Mniam!
The Magic is in the Hole
Good morning Portland
Keep Portland weird
Zdecydowanie pasujemy do tego miejsca
Szybka kawa i w drogę
Tym razem na podróż zabrałam przyjaciół z Meksyku, Włoch, Argentyny i Francji
Oregon
Przekroczyliśmy granicę Oregonu i Waszyngtonu, a po 3 godzinach byliśmy w Seattle! Wjeżdżając do miasta ukazała nam się niesamowita panorama, zaparkowaliśmy samochód i wybraliśmy się na kawę do Starbucksa na Pike Place Market. Nie byle jakiego, bo pierwszego na świecie, otwartego w 1971 roku. Czekałam w kolejce pół godziny, żeby wypić tą kawę, a kiedy tylko ją dostałam od razu wylała mi się na spodnie. Reszta zdjęć z pamiątkową plamą.
Spacerkiem z Pike Place Market doszliśmy do Gum Wall, czyli po prostu ściany z gumami. Tydzień wcześniej po paru latach zostały zdjęte wszystkie gumy i teraz ludzie zapełniaj ścianę na nowo. Więc i ja zostawiłam polski ślad w Seattle.
Miasto jest naprawdę piękne, ale mówi się, że pada w nim cały czas. Nie mogę potwierdzić, bo przez cały dzień było słonecznie. Przejechaliśmy się Seattle Great Wheel, oglądając widok miasta żałując, że dzień powoli się kończy, a następnie podziwialiśmy zachód słońca nad istnie pocztówkowym widokiem miasta - Kerry Park. Nie mogliśmy ominąć symbolu miasta, Space Needle, zbudowany z okazji światowych targów w 1962 roku, ma wysokość 184 metrów, a winda zabiera nas na górę w zaledwie 41 sekund. Poszczęściło nam się i mimo ogromu ludzi w Seattle z okazji Święta Dziękczynienia znaleźliśmy wolny stolik w restauracji SkyCity na szczycie tej kosmicznej iglicy (iglica z Jetsonów była wzorowana właśnie na niej). Nie powiem, że było tanio, bo każdy z nas wydał ok. 80 dolarów, ale na pewno warto!
Na sam koniec moja znajoma, mieszkająca w Seattle zabrała nas do Gas Work Park, położony na terenie starej gazowni, znów z widokiem na miasto, jednak tym razem od innej strony, a dzień skończyliśmy pijąc piwo w downtown Seattle i słuchająć ciekawostek tego miasta, na przykład, że dwie przecznice dalej od miejsca, gdzie obecnie siedzieliśmy tydzień temu była strzelanina. Jak się okazało Seattle jest drugim miastem w Stanach o największym odsetku osób homoseksualnych. Jest to miasto w którym urodził się Jimi Hendrix, a Kurt Cobain popełnił samobójstwo. Na ulicach stoją automaty z medyczną konopią, jednak niestety tylko dla osób, które posiadają specjalne karty do jej stosowania.
Seattle zachwyca, jest miastem wielokulturowym, gdzie na każdy kroku słychać dobrą rockową muzykę, a w powietrzu unosi się zapach kawy.
Dzień dobry Seattle!
First Starbucks Store - 1971
Co Amerykanie by zrobili bez Starbucksa?

Nazywają je Rain City, a my na takie piękne słońce trafiliśmy 
Re-gum the Wall
Gum Wall
Seattle Great Wheel
Gateway to the Pacific
Seatown
Faktycznie jestem Hungry Girl
Widok z Great Wheel
Downtown Seattle
Zatoka Puget
Pike Place Market
Kerry Park
Co za widok. Ten za mną też nie najgorszy 
Space Needle
Seattle by night
SkyCity
Seattle by night
Znów zapomniałam o mojej diecie
W końcu jesteśmy w chmurach
Taras widokowy na Space Needle
Gas Work Park
Tak powinno być wszędzie
Poranek w Portland, Mieście Róż, wiecznie zielonym i spokojnym, gdzie znajduje się około 240 parków miejskich. Jesień nie sprzyja jednak roślinom i z imponującego ogrodu róż zobaczyliśmy tylko parę wytrzymałych jednostek. Ogród Japoński był zamknięty ze względu na przebudowy, więc zostało nam więcej czasu na Powell's, czyli największej niezależnej księgarni świata! Na tych 6 300 m2 potrzebna jest mapa, aby się nie zgubić. I potrzebna jest silna wolna, żeby zdecydować się tylko na parę książek.
Nasza trasa powrotna zakładała Jezioro Kraterowe, czyli najgłębsze jezioro w Stanach Zjednoczonych, zapomnieliśmy tylko o tym, że w Oregonie jest tyle śniegu, że droga może być zamknięta. I niestety była. Teraz będę miała powód, żeby tam wrócić.
International Rose Test Garden
Powell's city od books
Zagubiona gdzieś między regałami
Największa niezależna księgarnia w Stanach
Powrót przez zaśnieżony Oregon
Po tej podróży mam ochotę na jeszcze więcej przygód

Comments