Moja przygoda z wolontariatem

Moją pasją od zawsze była praca z dzieciakami, szczególnie niepełnosprawnymi. Zaczynałam jako... klaun! Tak, przebierałam się, malowałam i zakładałam perukę. Mam nadzieję, że znajdę jakieś zdjęcia! Trzy lata spędziłam na tym, oczywiście nie zawsze chwaląc się w jakim stroju występuję. Następnie jako animator zabaw dziecięcych, prowadząc urodzinki dla grup do dwudziestu dzieciaków. Z biegiem czasu grupy się zwiększały, trzydzieści, pięćdziesiąt, sto, a nareszcie zaproponowano mi stanowisko konferansjera! Cóż to było za uczucie, wyjść na środek wielkiej sali z mikrofonem w ręku, widząc przed sobą tysiąc twarzy czekających na to co ta dziewiętnastoletnia dziewczyna ma im do powiedzenia. A miała dużo, więc gadałam, biegałam, tańczyłam, skakałam i robiłam co w mojej mocy, żeby te wszystkie buzie były uśmiechnięte przez parę godzin! W międzyczasie zaczepiałam się jako niania, ale wciąż mi było mało, więc nie dość, że byłam na studiach z pedagogiki specjalnej to jeszcze robiłam dodatkowe kursy, z komunikacji alternatywnej, pierwszej pomocy, opiekuna obozów dziecięcych, animacji, skręcania balonów. Zaczęłam wyjeżdżać z dzieciakami na obozy jako opiekun, dwudziestka sześciolatków bez rodziców przez dwa tygodnie w środku lasu, nie ma lepszego obozu przetrwania. Dla dzieci i dla wychowawcy! 
Najważniejszym jednak etapem na mojej drodze było zostanie wolontariuszem i wyjechałam na mój pierwszy obóz z osobami z mózgowym porażeniem dziecięcym. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać, zupełnie jeszcze bez doświadczenia w pracy z osobami niepełnosprawnymi. To były najcięższe do tamtej pory dwa tygodnie mojego życia, bo byłam odpowiedzialna 24 godziny na dobę za drugą osobę. Ja - 163 cm wzrostu i 50 kg wagi, a przyszło mi podnosić osoby po trzydziestce, które nie mogą samodzielnie się poruszać. To ja musiałam wykąpać, ubrać, nakarmić, przewinąć, rozebrać i położyć spać. I wtedy się odnalazłam, wtedy, gdy poświeciłam całą siebie, gdy dawałam z siebie 200%, gdy wiedziałam, że ktoś jest zależny ode mnie. Dostałam ogrom miłości i pokochałam tych ludzi! I tak oto wkręciłam się i od ponad trzech lat odkręcić się nie mogę. A na pewno nie chcę! Do tego doszły następne wyjazdy, imprezy, zawody, spotkania, zawsze byłam otoczona osobami na wózkach, ale ja tych wózków nie widziałam, widziałam tylko niesamowitych ludzi, którzy każdego dnia pokonują swoje słabości i pokazują, że chcieć to znaczy móc! To dzięki nim wiem, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że każdy problem da się przeskoczyć i, że niemożliwe nie istnieje!
Wierzę, że dobro powraca, a jak do mnie wróciło? Pojechaliśmy na wycieczkę do Rzymu, 22 osoby na wózkach i 22 opiekunów. W trakcie naszej podróży wybraliśmy się do Watykanu na audiencję, spokojnie pcham wózek i staje z boku, tak, żeby nikomu nie przejechać po stopach, a nagle ktoś mnie wyciąga z tłumu i prowadzi na przód. Pierwszy rząd, widok całkiem niezły, papież przejeżdża na papamobile za mną, ja staram się zrobić selfie z papieżem gdzieś tam w tle (w końcu jedyna taka okazja!), odwracam głowę, a on już zmierza w moją stronę. Uścisk dłoni i to uczucie, że skoro akurat mnie trafił trafił ten zaszczyt to może trochę na to zasłużyłam.
Tak bardzo spodobała mi się praca z niepełnosprawnymi, że zaczęłam pracować jako nauczyciel cień z chłopcem z autyzmem w przedszkolu. Nie minął miesiąc, kiedy zaproponowano mi posadę nauczyciela w grupie autystycznej. Praca marzeń, ale już wiedziałam, że nie potrwa to długo. Aplikowałam na trzy różne projekty międzykontynentalne. Wolontariat w Kenii, kurs w Indiach i Au Pair w Stanach. Obrony na mojej uczelni zaczynały się w lipcu, a projekty w maju. Robiłam co w mojej mocy, żeby bronić się wcześniej, aż w końcu udało mi się ustalić termin na czerwiec. Jedyny program na który mogłam wylecieć był w Stanach, a więc dzień po obronie spakowałam walizkę i wsiadłam do samolotu! Zostawiłam to co kocham, moją rodzinę, przyjaciół, wolontariat, pracę. Czemu to zrobiłam? Bo życie jest podróżą, świat jest zbyt wielki, żeby pozostać całe życie w jednym miejscu, bo to kształci, bo dzięki temu zdobywam nowe doświadczenia, podróżuję, kosztuję nowych smaków, uczę się każdego dnia, poznaję niesamowitych ludzi, każdy dzień jest wyzwaniem, jestem zdana tylko na siebie i pokonuje swoje słabości, wychodzę ze swojej strefy komfortu i czuję, że żyję!
Założyłam właśnie stronę bloga na Facebooku, żeby pokazywać, że podróżowanie nie wiąże się z porzuceniem swojego dotychczasowego życia za sobą, tylko te pasje można zabrać w podróż!










































































USE YOUR SMILE TO CHANGE THIS WORLD, DON'T LET THIS WORLD CHANGE YOUR SMILE!

Comments

  1. Wow, to jest naprawdę wspaniałe i dające nadzieję, że tacy ludzie jak Ty rzeczywiście istnieją! Właśnie odkryłam Twojego bloga i zdaje mi się, że przesiedzę pół nocy nad nim :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niezwykle mi miło! Mam nadzieje, że przez ten post zainspiruję innych ludzi do wolontariatu!

      Delete

Post a Comment