Camping w listopadzie

Tęsknię za Polską, za moją ukochaną rodziną, za jedzeniem, za przyjaciółmi i nawet za pogodą. Postanowiłam to zmienić... nie, nie wracam na razie, ale pojechałam do Yosemite na camping w listopadzie. Jak się później okazało camping w śniegu!
Dwa miesiące temu zaczęła się jesień w Kalifornii, tyle, że nawet przez jeden dzień tej jesieni nie czułam. Wciąż słoneczko i ponad 20 stopni. Kiedy moi znajomi wstawiali zdjęcia na Facebooka w kurtkach, szalikach, a nawet czapkach, ja wciąż biegałam w koszulkach na ramiączka. Jedynie na szorty było już trochę za zimno.
Lubię utrudniać sobie życie, więc pojechałam ze znajomymi do Yosemite. Kiedy powiedziałam mojej siostrze, że znów tam byłam, odpowiedziała, że ja przecież zawsze tam jestem. Coś w tym musi być, ale ten park narodowy położony na zachodnich zboczach gór Sierra Nevada po prostu sprawia, że chce się tam wracać. Google Maps mówi, że z San Francisco da się dojechać w 3 godziny, nie wiem co na o wpływa, ale zawsze docieram tam w około 5 godzin. Cóż, roadtripy po Stanach są zawsze interesujące. Gdy dojechaliśmy do naszego campingu wszystko było już przygotowane, namioty, ognisko, jedzenie i wódka! Wiedziałam, że noc nie będzie aż tak zimna. A jeśli będzie to chociaż nie poczuję. Nastroje mieliśmy niezbyt wesołe przez wydarzenia w Paryżu dzień wcześniej. I tak oto muzułmanin z Afganistanu, buddysta z Filipin, hinduista z Indii oraz chrześcijanie z Meksyku, Argentyny, Szwecji i Polski siedzieli przy jednym ognisku ciesząc się naturą i doskonale wiedząc, że terror nie ma żadnej religii. Nie ważne skąd pochodzimy, nie ważne jest nasze wyznanie i nie istotne jest jak się ubieramy, ważne jakimi jesteśmy ludźmi. 
Jedynym złym pomysłem tej nocy był hiking w zupełnej ciemności. Wszyscy świetnie się bawili, a ja tylko nasłuchiwałam nadchodzących niedźwiedzi, o które nie trudno w Yosemite. Zapomniałam o tym tylko na pięć minut, kiedy na środku drogi położyliśmy się wszyscy obok siebie i nie rozmawiając (jak ja to przetrwałam?!) przyglądaliśmy się spadającym gwiazdom.
Dla osoby, która pracuje po 10 godzin dziennie każde miejsce jest dobre na sen, dlatego jako jedyna usnęłam od razu jak tylko weszłam do śpiwora. W nocy było około 0 stopni, jednak cztery osoby w namiocie dawały sporo ciepła, także stwierdziłam, że koniecznie muszę zdjąć z siebie parę warstw (w końcu babcia zawsze mówiła, żeby ubierać się na cebulkę). Rano pożałowałam tej decyzji, trzęsąc się z zimna i obserwując śnieg spadający z nieba. Natomiast na pewno nie pożałowałam decyzji o wyjeździe na camping, w końcu poczułam, że już nie ma lata. Po tym wszystkim mogę powiedzieć, tęsknię wciąż za Polską, ale pogoda w Kalifornii jak najbardziej mi odpowiada!










Comments