Carmel & Party @ the museum

Dziś znów będzie o podróżach, ale i o tym co dzieję się w San Francisco. Najlepsze jest to, że nigdy sama nie wymyślam tych wypraw, tylko moi znajomi pytają czy mam ochotę z nimi gdzieś wyjechać. Już sporo osób się śmiało, że skoro w 2 miesiące tyle zobaczyłam, to zaraz mi się skończą miejsca do oglądania, ale ja wiem, że Kalifornia ma tyle do zaoferowania, że nie mam o co się martwić. A jeśli skończą się miejsca w Kalifornii to mam jeszcze 49 innych stanów;)
Po krótkiej drzemce po Yosemite pojechaliśmy z moim kolegą z Filipin i jego synem do... supermarketu! Trzeba było zaopatrzyć się na grilla na plaży i do robienia s'more. Kto nie wie co to niech żałuje, że całe swoje życie przeżył bez tego smakołyku! Na początek potrzebujemy ognisko, a później jest coraz łatwiej, na długie patyki nadziewamy pianki marshamallow, trzymamy nad ogniem do czasu rozpuszczenia, wkładamy między dwa krakersy, dodajemy kawałek czekolady i na koniec czujemy niebo w gębie! Zaopatrzeni ruszyliśmy do Carmel-by-the-Sea, czyli urokliwego miasta na południe od San Jose przez które przebiega droga 17-Mile Drive z zapierającymi dech w piersiach widokami. Wysiedliśmy z samochodu i szybko wskoczyliśmy zobaczyć co ciekawego ma to miejsce to zaoferowania. Zobaczyliśmy Bird Rock, ale zamiast ptaków wygrzewało się na niej więcej fok, a po chwili pobiegłam wzdłuż plaży, bo zobaczyłam fokę na brzegu. Kiedy dobiegłam okazało się, że foka jest lekko gnijąca, a jej głowa gdzieś się zagubiła. Takie właśnie było to moje pierwsze spotkanie foki na brzegu. Wszędzie wzdłuż wybrzeża ciągną się pola golfowe, gdzie można spotkać jelenie. W ciągu jednego dnia zobaczyłam więcej jeleni niż w całym moim życiu, na dodatek z tak bliskiej odległości, na wyciągnięcie ręki. Z malowniczych krajobrazów ukazało nam się Lone Cypress, czyli symbol Carmel, a jednocześnie jedno z najczęściej fotografowanych drzew w Stanach. Ukoronowaniem całego, spokojnego dnia było ognisko na plaży. Chyba przynoszę szczęście, bo kiedy tylko usiedliśmy na plaży i zaczęliśmy rozpalać ognisko jacyś ludzie właśnie opuszczali swoje i zapytali czy chcemy go przejąć. Pewnie, że chcieliśmy! Wykopali stolik i krzesła z piasku, no to zabraliśmy się za jedzonko! Oglądając pomarańczowo-różowe niebo i chowające się słońce za Oceanem myślałam jak dobrą decyzją był mój wyjazd;)
Komitet powitalny w Carmel
Na początek szukaliśmy jakiś foczek przy brzegu
Wciąż dziwię się jak on mnie uniósł
Czy nawet mój czas wolny muszę spędzać z dziećmi?

Domek króliczka
Just chill
Girl Power!
Superwoman się zmęczyła
Nie sądziłam, że mam taką siłę w płucach
Błękit Carmel
Chwilę później leżałam na ziemi
Ekskluzywne ognisko
Najlepsze jest to, że ktoś za nas to zrobił
Hungry Girl
 Weekend zakończony ogniskiem na plaży. Ale my z Ferdinandem w tygodniu również nie próżnowaliśmy. Kiedy usłyszałam czy idziemy na imprezę do muzeum moja odpowiedź nie mogła być inna niż ,,tak"! California Academy od Sciences jest jedynym z największych muzeów historii naturalnej na świecie, znajduję się w Golden Gate Parku w SF. Muzeum w każdy czwartek od paru lat organizuje wydarzenie NightLife, czyli zaprasza dj-ów, rozstawiają bary i można imprezować patrząc na pływające ryby. Tematem imprezy na której my się znaleźliśmy były dinozaury. Wszystkie bilety zostały wykupione parę dni wcześniej, a w samym muzeum były takie tłumy, że ciężko było się przecisnąć. Ferdinand był szczególnie zadowolony pokazując mi wystawę poświęconą podwodnemu życiu na Filipinach, zobaczyłam tak egzotyczne gatunki ryb jak nigdy. A stojąc przy osobie, która nurkowała właśnie z takimi stworzeniami, staje się to jeszcze bardziej namacalne (jednak historia Ferdinanda, że w jego ogródku był wulkan wciąż jest niepojęta dla mnie!). Piliśmy drinki, przypatrywaliśmy się zmieniającym kolor meduzom przypominającym światła w klubie i pływającym w rytm muzyki rybom. Jedną z atrakcji było dotykanie rafy koralowej, ale moją ulubioną było miejsce imitujące trzęsienie ziemi. Wchodziło się do miejsca zrobionego jak mieszkanie, za oknem widać panoramę SF z XX wieku, na stole stoi zastawa, a na pułkach poukładane książki, a po chwili można było poczuć wstrząsy jakie w roku 1906 nawiedziły San Francisco o długości 40 sekund. Mimo tego, że wiedziałam co mnie czeka i tak byłam zaskoczona. Sporo jeszcze zobaczyliśmy, sporo nie zobaczyliśmy, ale na pewno mogę powiedzieć, że pierwszy raz w moim życiu moim oczom ukazał się biały aligator! Imprezę mogę zaliczyć do udanych, była jedyna w swoim rodzaju!
Jedziemy na imprezę!
California Academy of Sciences
Rybki pływają nad nami w rytm muzyki
Biały Aligator
Selfie z aligatorem
NightLife
Ciąg dalszy przygód głodnej(wrażeń) dziewczyny już wkrótce! Tym razem wymyśliłam coś można powiedzieć bajkowego;)

Comments

  1. O rany, jak Ci tam fajnie! Baw sie, zasłużyłaś <3 buziaki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak znów będziesz w Stanach to mam nadzieję, że się zobaczymy! Buzi Misia!

      Delete

Post a Comment