Grand Canyon helicopter tour

Marzyłam, żeby zobaczyć Wielki Kanion podczas mojego roku w Stanach. Nie spodziewałam się, że stanie się to już w moim trzecim tygodniu! A tym bardziej, że dostanę się na miejsce helikopterem!
Ale od początku... będąc w Vegas wpadłam na genialny pomysł, aby ciężko zarobione 400 dolców wydać właśnie na ten lot. Próbowałam zapłacić moją kartą z Polski, ale niestety nie mogłam i na pytanie rodzinki czy w końcu lecę, odpowiedziałam, że niestety nie, bo nie mogę zapłacić. Oni z wielkim zdziwieniem odpowiedzieli, że przecież mogę płacić kartą kredytową, którą od nich dostałam! Zapłaciłam i za 20 min podjechała po mnie taksa, żeby zabrać mnie na lotnisko. W helikopterze jak zwykle mi się poszczęściło i siedziałam z przodu, po środku, mając najpiękniejsze widoki przed sobą! Kolejnym zaskoczeniem dla mnie był widok Zapory Hoovera z góry! Została wybudowana na rzece Kolorado i jest położona na granicy stanów Arizona i Nevada. Zachwyca swoją wysokością 224 m oraz kolorem wody. W końcu zaczęliśmy powoli zbliżać się do Wielkiego Kanionu, nie muszę mówić, że z góry wyglądało to oszałamiająco. Przełom rzeki Kolorado ma długość 446 km, także to co widziałam to tylko skrawek. Ale w końcu nadeszła najlepsza część, czyli lot wzdłuż Kanionu, między dwoma ścianami, a następnie lądowanie! Taak, wylądowałam helikopterem na największym przełomie rzeki na świecie, a pilot wyciągnął butle i polał szampana. W skrócie, zrobiłam coś epickiego, poleciałam z Las Vegas nad Wielki Kanion helikopterem, wylądowałam na nim i piłam szampana!
Wsiadam!
Hoover Dam
Panie Pilocie, mam nadzieję, że nie ma dziury w samolocie!
Wlatujemy między ściany Kanionu!
Lądowanie
Już za dużo tych widoków, czas pić szampana!
Gdyby nie uszy, miałabym uśmiech dookoła głowy
No i wracamy
Wzbiliśmy się w powietrze w Nevadzie, a wylądowaliśmy w Arizonie! Tym oto sposobem w trzy dni odwiedziłam trzy stany! Lot był niebywały, ale w końcu musiałam wrócić. Ale kto nie byłby zadowolony z powrotu do Las Vegas?!
W Vegas wciąż zostało mi dużo do zobaczenia. Kolejnego dnia wdrapałam się na ostatnie piętro hotelu, podziwiałam widoki i kąpałam się w basenie, znów wybrałam się na dwugodzinny spacer odkrywając nowe miejsca, podziwiałam fontanny Bellagio, porwali mnie pijani super bohaterowie, zjadłam burgera od Gordona Ramsaya(Sic! Moja dieta...), grałam w kasynie i wybrałam się w końcu na porządną imprezę do Omnii, czyli klubu w Caesars Palace, gdzie grają najlepsi DJ-e! Tej nocy był Afrojack, którego zresztą uwielbiam. Ostatni dzień w Las Vegas pożegnałam niesamowitą imprezą, a kolejnego dnia z rana wyruszyliśmy do Palm Desert. Wakacje w trakcie!
Widok z 40stego piętra
The Mirage
Jak zwykle zaczepiam ludzi, żeby mi robili zdjęcia
Viva Las Vegas!
Porwanie
W końcu to Miasto Grzechu, więc musiałam zgrzeszyć
Vegas by night
Omnia
Imagine at Omnia
Afrojack!
Robię selfie, a ludzie mi się wbijają
Co za pacan uciął mi stopy;p
I w drogę do Palm Desert!

Comments

  1. Najlepsze wspomnienia :) fajne zdjęcia :)

    www.paulaintheusa.blogspot.com

    ReplyDelete

Post a Comment