4th of July, Great America & SF Giants

Mój pierwszy Dzień Niepodległości w Stanach! Z tej okazji cały dzień spędziłam w San Francisco. Akurat przyleciał mój kolega z Niemczech, który pracuje w Wiginii również z chłopcem autystycznym. Była to więc świetna okazja, żeby odkrywać wspólnie miasto. Jedynym minusem był mój głupi pomysł pojechania samochodem tego dnia. Szukanie miejsca do zaparkowania zajęło nam dobre ponad pół godziny, aż w końcu się poddaliśmy i zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie musieliśmy zapłacić 30 dolarów! Pierwszym punktem był Pier 39, czyli bardzo popularne molo z wieloma restauracjami z którego wyruszają statki do Alcatraz. Podekscytowana pobiegłam kupić bilety na rejs, ale okazało się, że są wyprzedane na najbliższy miesiąc, w końcu są wakacje. Jak dobrze, że zostaję tutaj trochę dłużej;) Praktycznie zawsze na deskach molo można oglądać wygrzewające się uszanki kalifornijskie, wyglądające jak duże foki. Tym razem z okazji 4 lipca wzięły sobie wolne. Dobrze, że Aquarium of the Bay było otwarte i poszliśmy pooglądać rybki, meduzy i rekiny. Nawet było specjalne miejsce, gdzie można było dotykać malutkiego rekina i płaszczki. Wyszliśmy, a na Pier 39 - koncert, ludzie poubierani w amerykańską flagę tańczyli na całej ulicy. Oczywiście i my nie mogliśmy tego przegapić i się nie dołączyć!
Jako, że tutaj mieszkam to musiałam pokazać koledze najważniejsze miejsca w San Francisco. Nie mogłam zapomnieć o Lombard Street, czyli najbardziej poskręcanej ulicy świata. Ostatnim razem zjeżdżałam tylko po niej samochodem, a teraz się przeszliśmy i jakimś cudem między chińskimi turystami zrobiliśmy fotki. I na koniec dnia musieliśmy obejrzeć fajerwerki! Trafiliśmy na dodatek na kolejny koncert na Fisherman's Wharf. Cudowny dzień zakończyliśmy staniem w korku przez 2 godziny!
Co to za głowa?
Mniam, mniam
Fotka z rybkami
4th of July
Pier 39
Lombard Street
Buddies
Happy 4th of July!
W niedziele potrzebowaliśmy trochę wrażeń i wybraliśmy się do California's Great America, czyli wielkiego parku rozrywki z roller coasterami, który znajduję się w Santa Clara. Roczny karnet kosztuje 65 dolców, a jednorazowy... 65 dolców, chyba, że kupi się przez internet to $45. Wiadomo, że kupiłam ten całoroczny, mam tylko jakąś godzinkę jazdy, a zabawa jest niesamowita. Zaliczyłam wszystkie najstraszniejsze roller coastery i wciąż było mi mało. Ameryka słynie z gigantycznych parków rozrywki, także będę mogła jeszcze wypróbować czegoś straszniejszego!
Great America!
Skoro już spędzam czas z facetem, to wiadomo musiał zabrać mnie na mecz. Mecz, na jakim jeszcze nigdy nie byłam, czyli baseball. A, że w SF gra ośmiokrotny zwycięzca World Series, ułatwiło nam to wybór. Pojechaliśmy na stadion San Francisco Giants, czyli AT&T Park i wszystko wyglądało tam jak na filmach, ludzie ubrani od stóp do głów w barwy Giants, krzyczący i jedzący w międzyczasie hot-dogi oraz love cam, czyli w przerwie meczu kamera jest kierowana na widownie i na telebimie wyświetla się obraz w serduszku, a osoby, które są na ekranie powinny się pocałować. Atmosfera na stadionie była super, gorzej z grą, 4 godziny totalnej nudy. Ludzie chyba przychodzą z innych powodów, bo przed końcem gry stadion był prawie pusty.
AT&T Park
Kibic nr 1
Wszystko było ciekawe, tylko nie gra
Go Giants!
Paluch oddałam dzieciakom, niech się cieszą

Comments

  1. Nie tracisz czasu w Ameryce ;)) I tak dalej ;)) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  2. super! dokładnie nie tracisz czasu :)

    ReplyDelete
  3. Tyle sie uiebie dzieje mala!! Kiedy ty to wszystko spiszesz ładnie w tyle jesteś haha

    ReplyDelete

Post a Comment