Zaskoczenia

Na początku czułam się trochę nieswojo, w zupełnie nowym miejscu, bez żadnych znajomych, ale to szybko minęło i już czuję się tu świetnie. Przed przylotem wiedziałam o mojej przyszłej host rodzince niewiele, tylko gdzie mieszkają, ile mają dzieciaków, co robią dzieciaki i ile mają lat, rozmawialiśmy parę razy na skype i świetnie się dogadywaliśmy, ale, gdy przyjechałam wszystko wygląda inaczej niż mi się zdawało.

Zaskoczenie numer 1: Gdzie mieszkam
Mieszkamy w Burlingame, oddalonym od San Francisco ok. 20 minut samochodem. Dopiero od moich amerykańskich znajomych dowiedziałam się, że jest to jedno z najdroższych miejsc w całych Stanach. Miasto jest położone na wzgórzu, z niebywałym widokiem na zatokę San Francisco i lotnisko. Codziennie rano wychodząc z domu zachwycam się.

Zaskoczenie numer 2: Jak traktuje mnie rodzinka
Rodzinka traktuje mnie jak członka rodziny, zapraszają na wszystkie wyjścia, zawsze są uprzejmi, jemy razem kolacje i spędzamy wspólnie czas. Ludzie często myślą, że jestem ich piątym dzieckiem,

Zaskoczenie numer 3: Warunki pracy
Dostałam własny samochód, a na dodatek płacą mi za paliwo. Dostałam od nich również kartę kredytową i kiedy tylko chcę coś zjeść lub kupić sobie potrzebne rzeczy mogę nią płacić. Na razie również nie mam swojej własnej karty kredytowej, więc, gdy potrzebuję zrobić przelew też mogę korzystać z ich karty. Kasę dostaję zawsze na czas, a nawet przed czasem. Mam jasny i klarowny grafik, a jeśli zachodzą jakieś zmiany od razu mnie informują.  Oczywiście na atrakcje z dzieciakami, jak park trampolin, kino, lody czy wesołe miasteczko również mogę wchodzić i płacę z ich kasy. Po pracy jestem zupełnie wolna, mogę wychodzić gdzie tylko chcę.

Zaskoczenie numer 4: Wyjazdy
Rodzinka bardzo dużo wyjeżdża i okazało się, że zawsze będą mnie ze sobą zabierać. Na pierwszy ogień idzie Las Vegas i Palm Spring. Nie dość, że płacą za mnie, za dojazd, hotel, jedzenie, atrakcje, to jeszcze płacą mi za opiekę nad dzieciakami!

Wygląda pięknie, prawda? I tak właśnie jest!

Poznałam wiele osób, wszyscy są tutaj tacy uprzejmi. A jeśli tylko udają to trudno, pozory zachowują świetne! Tak więc, brzmi to niebywale, ale znalazłam znajomych i z tymi znajomymi wychodzimy w fajne miejsca i robimy fajne rzeczy. Inne au pair są szalone i chcą robić wszystko. Czyli dokładnie jak ja, przyjechały tutaj na rok i nie chcą tracić cennego czasu. Amerykańscy znajomi natomiast pokazują mi miejsca o których istnieniu w życiu bym się nie dowiedziała bez ich pomocy.
Zaczynam coraz bardziej poznawać miasto i coraz lepiej się bawię. Golden Gate zaliczyłam, czas na resztę atrakcji. Nie może zabraknąć Twin Peaks, czyli dwóch wzgórz, które są prawie najwyższym wzniesieniem w SF z niesamowitym widokiem na całe miasto. Gdy przyjechaliśmy z kolegą był cudowny widok, zero mgły, ale się zagadaliśmy i podziwialiśmy widoki zamiast robić zdjęcia. Kiedy przyszedł czas na fotki mgła nagle pokryła cały ten widok, zdążyliśmy coś cyknąć i w ciągu minuty było biało i nic nie było widać.
Jeszcze coś widać!
Czy tu zawsze musi tak wiać?
Za tą mgłą jest San Francisco, musicie mi wierzyć na słowo
 Nie mogłam ominąć również Golden Gate Parku, czyli jednego z najczęściej odwiedzanych parków w  USA. Jest zielony i gigantyczny, jak wszystko w Stanach!
Umówiłam się z koleżanką na spacer w ciągu dnia, a trafiłyśmy na imprezę. Co za niespodziewany obrót spraw. W środku dnia, w środku parku jakieś sto osób tańczy. Każdy wygląda inaczej i to właśnie jest cudowne, ludzie tutaj mają gdzieś jak Ty wyglądasz, bądź sobą. Mogę mieć do Stanów wiele wątpliwości, ale mentalność ludzi jest dla mnie genialna.
Zaczyna się
Selfie stick jak zwykle przydatny

Na liście must-see figuruje przekroczenie mostu Golden Gate. Zobaczyć go z jednej strony nie wystarcza, więc porwałam mojego minivana i... stanęłam w 40 minutowym korku, aby zaparkować przy punkcie widokowym. Ale kto by się wkurzył na korek przy takim widoku!
A później tylko patrzeć i się zachwycać...
Robienie zdjęć przez kierowcę w takim miejscu powinno być dozwolone
Zdjęcie beze mnie - rzadkość
Nawet bez mostu wygląda to oszałamiająco
Chyba już polubiłam to miasto
City by the Bay
Dowód, że jednak mam znajomych!
Cieszę się, że znalazłam się w tym miejscu, bo San Francisco naprawdę urzeka.
A ze spaw bardziej przyziemnych: złożyłam już papiery o Social Security Number, powinien niedługo dojść i czeka mnie wkrótce egzamin na prawko. Oczywiście jestem już genialnym kierowcą i bez problemu poruszam się po ulicach, które na początku budziły strach osoby jeżdżącej tylko z manualną skrzynią biegów.
Wciąż uskuteczniam treningi, staram się jeść czysto, chociaż przy podróżowaniu jest to ciężkie.
Shaker w rękę i na siłkę
Oczywko wszystko organiczne!

Uzależniłam się, najlepszy skład i smak
Sugarfree nie wystarcza, teraz piję total zero
 Szybki check formy na dobranoc i pakuję walizkę do Las Vegas!

Comments

  1. Ślicznie tam masz <3 czekam na nowe posty :)

    www.paulaintheusa.blogspot.com

    ReplyDelete
  2. Jesteś szalona... pozytywnie oczywiście :D Dzięki za ten wpis. Motywacja do treningów reaktywowana. Super blog! Pozdro :]

    www.liveaupair.blogspot.com

    ReplyDelete

Post a Comment